FANDOM


Ber
     Kapelan wracał z komnaty Exodusa mając w głowie mętlik myśli. "O co mu chodziło, mówiąc, że jeszcze nie pora" rozmyślał. Za pare godzin miał przybyć na zebranie Węwnętrznego Kręgu, ale przed tym miał jeszcze zamiar spotkać się z Rafaelem, gdyż przez kilka nocy śniło mu się że w najbliższym czasie Rafael zginie podczas jakieś misji, a jego przy tym nie będzie dlatego też czuł, że musi się z nim spotkać i miał nadzieje, że sny pozostaną tylko snami. Oraz przestudiować kilka ksiąg we własnej komnacie. Korytarze Skały bły zdobione wielkimi kolumnami, freskami i pomnikami przykapturzonych postaci trzymających miecz. Barakiel był członkiem Zakonu od ponad stu lat, a nadal nie pojmował ogromu siedziby Zakonu. Po kilkunastu minutach wędrówki Kapelan wszedł na główny pokład desantowy. Na pokładzie znjadowało się kilkanaście desantowców stormbird, kilka kanonierek i 8 myśliwców Nephilin. Sam pokład był gigantycznym obszarem, który bez trudu mógłby pomieścić całą kompanie z jej pojazdami. Z pola energetycznego oddzielającego pokład od kosmosu było widać gwiazdy i inne planety. Na samym pokładzie byli pracujący serwitorzy, i wielu braci. Było widać, że udają się na jakąś misje, nawet drużyna terminatorów brała udział w przygotowaniach. Bystre oko Barakiela dostrzegło w śród Marine sierżanta Rafaela i jego drużynę dewastatorów, a Kapelan ruszył w jego stronę. Śledczy zaszedł sierżanta od tyłu i pierwszy rozpoczął rozmowe.

- Widzę, że szykujecie się na wyprawę. - oznajmił z lekkim uśmieszkiem Barakiel, a zdziwiony sierżant odwrócił się w jego stronę.

- Masz racje, szkujemy się na misje wraz z resztą IV Kompani - potwierdził miło Rafael. - Będziemy walczyć przeciwko zielonoskórym, mamy wspomóc Gwardię Imperialną w walce na Kragan V.

- W takim razie mam nadzieje, że jeszcze cię zobacze przyjacielu. - w tych słowach u Śledczego można było usłyszeć obawe.

- Wzajemnie Barakielu, wzajemnie... - dopowiedział sierżant.

   Brakiel popatrzył jeszcze przez chwilę na Rafaela znów przywołując sny mówiące, że widzi go żywego po raz ostatni i odwrócił się udając się do własnej komnaty. Po długim marszu Kapelan otworzył drzwi do swojej izby. W przeciwieństwie do sali Exodusa komnata Brakiela była doskonale zadbana księgi były dokładnie ułożone, a na przy ścianie stał ołtarz poświęcony modłom wobec Imperatora. Na środku izby ustawiony był duzy stół, a na nim gruba księga. Pierwsze co zrobił po wejściu do komnaty były modły. Klękając przy ołtarzu Kapelna wypowidał na głos liturgie bitwy, i prośby o przetrwanie Imperium. Gdy skończył modły podszedł do swojego biurka i usiadł na krześle. Barakiel zdziwił się, gdyż wcześniej nie wiedział, iż takową posiada księge. Otworzył ją, i w sercu poczył bolesne ukłucie. Stęchnoł i po chwili ból znikł. Litery zapisane w księdze byly w nieznanym Kapelanowi języku, lecz było można odczytać tam kilka rozpoznawalnych słów. " Ciemność w pałacu Vorl-Xoelanth...słońce zajdzie..." Ból w klatce piersiowej znów się pojawił i narastał coraz silniejszy. "Wymierzy śmierć...wyznawcom śmiertelnego boga i odejdzie w cień." W tej chwili ból był tak silny, że Brakiel zwalił się z jękami na ziemie.