FANDOM


Kapłani po drugiej stronie nie mieli pojęcia co właśnie stało się w sali. Próbowali bezskutecznie otworzyć drzwi tak siłą jak i przy pomocy przezroczystego panelu na ścianie. Niestety, wszystkie próby zakończyły się fiaskiem, a jedyne co osiągnęli to zniszczone serworamiona jednego z kapłanów i drobne rysy na drzwiach. Nadzieję na to że nic złego się nie stało stracili w momencie usłyszenia z sali obok ogłuszającego dźwięku, takiego jakie wydaje wielki taran który uderza w ścianę. Siła uderzenia była tak potężna, że ze ścian odpadły kawałki materiału, a kurz który zalegał na wszystkich powierzchniach uniósł się tworząc coś w rodzaju mgły. Część serwitorów upadła zaskoczona wstrząsem. Zakapturzeni, oraz ich podwładni włączyli latarki i w przerażającej ciszy jaka nagle zapadła zaczęli wpatrywać się w drzwi. Ospale i ze stękiem poczęła tworzyć się szczelina w ścianie która w miarę upływu sekund poszerzała się odsłaniając salę do której jeszcze nie tak dawno wkroczył Magos wraz z resztą kapłanów. Zza otwierających się drzwi zaczęła wylewać się ciemnoczerwona substancja, przypominająca olej zmieszany z krwią, była jednak trochę gęstsza. Skitarii bez strachu starali się wzrokiem przebić mgłę i zobaczyć to co jest w sali. Nie byli w jednak w stanie nic dojrzeć.

- Magosie! - krzyknął jeden z kapłanów podchodząc powoli do drzwi. Zbliżając się próbował zobaczyć co jest w środku i nagle zobaczył coś, co go przeraziło. W pomieszczeniu zapaliły się dwie czerwone lampki, dwa punkciki zawieszone w bezkresie ciemności. Kapłan widział dużo, nie raz i nie dwa patrzył na ludzi mordowanych w bestialskie sposoby, nie przerażało go prawie nic. W tym momencie to "prawie" właśnie na niego patrzyło. Kapłan powoli wycofując się próbował dobrać właściwe słowa, by ostrzec brata i Skitarii którzy stali za nim, ale nagle nie był w stanie wydobyć z siebie dźwięku. Wszystkie słowa w tak niskim jak i wysokim gotyku nagle zdawały mu się dziwnie obce i nieosiągalne, a mechaniczne nogi które służyły mu od lat nagle przestały działać w oczekiwany sposób. Poruszały się ociężale, a wręcz odmawiały posłuszeństwa. Po kilku minutach, które kapłanowi wydały się godzinami do jego uszu doleciał dźwięk układający się w zdanie. Dźwięk ten nie mógł być wydany przez istotę ludzką, był zimny i metalowy, jeszcze bardziej niż głos nawet najbardziej zmodyfikowanego Kapłana Maszyn. Tym co usłyszał Zakapturzony były słowa:

- Słyszę Cię bracie. - każde słowo wypowiedziane przez dwa punkciki zawieszone w powietrzu było oddzielone długą, przerażającą, mrożącą krew w żyłach i obwodach pauzą. Po kilku sekundach z ciemności zaczął dobywać się miarowy dźwięk metalowych stawów. Kapłan wiedział że cokolwiek czai się w ciemnościach zbliża się do niego, a po chwili zobaczył kolejne dwa punkciki, te znajdowały się bardzo blisko ziemi. To one się do niego zbliżały. Kapłan ujrzał ich właściciela, przepołowionego robota oblanego krwią i olejem, ciągnęły się za nim resztki okablowania co sprawiało makabryczne wrażenie. Maszyna wpatrywała się w niego i szybko skracała dystans który ich dzielił. Kapłan sparaliżowany strachem poczuł na swojej metalowej nodze uścisk dłoni robota, jego druga kończyna wpiła się w szatę na jego brzuchu. Maszyna wspinała się po kapłanie nadal nie przerywając kontaktu wzrokowego. Powoli i bezdźwięcznie ruszała ustami. Kapłan nie mógł czekać dłużej, szybko odskoczył i kopnął robota tak, że ten wylądował na ścianie i zaczął się po niej osuwać. Wydał z siebie przy tym metalowy krzyk. Przez zamach jaki wziął, Zakapturzony upadł i zaczął tyłem szybko wycofywać się w stronę sojuszników.

- Skitarii! Strzelać, to nekroni! - słowa wreszcie przebiły się przez maskę kapłana, a ten dziękował w duchu Omnizajaszowi za to, że wreszcie znalazł w sobie odwagę do działania. Oddział który stał za nim natychmiast usłuchał rozkazu i zaczął strzelać oślepiającymi, czerwonymi laserami w stronę pokoju z którego wypełzł Nekron. Światło rzucane przez pociski ukazało im iście makabryczny widok. Pośrodku sali, wśród krwii i strzępów tkaniny stało dziewięciu Nekronów. Wpatrywali się oni swoimi pustymi, czerwonymi oczami w agresorów, ale nie poruszyli się nawet na milimetr. Ociekali oni olejem i krwią, a ich metalowe ciała okrywane były przez porozrywane części szat Mechanicus. Lasery i pociski boltowe zmuszały ich do powolnego cofania się do tyłu, robiły w nich dymiące dziury które jednak prawie natychmiast zasklepiały się. Po kilku minutach cała broń uległa przegrzaniu lub skończyła się w niej amunicja, a nekrońskie budowle znowu spowiła lepka i przerażająca cisza. Ciszę przerwał głos, zimny, metalowy i robotyczny.

- Poddaj się. - powiedział nekron ponownie robiąc długie pauzy pomiędzy słowami. Propozycja była nie do przyjęcia, nie tylko dlatego że nekroni i tak by zabili wszystkich, ale też dlatego że żaden sługa Omnizjasza nie może poddać się Xenos.

- Głupcze, słudzy Omnizjasza nigdy się nie poddają. - wykrzyczał kapłan, byłoby to napawające dumą zdanie gdyby nie to że głos wypowiadający je był roztrzęsiony i spanikowany. Kapłan próbował dodać sobie otuchy zaciskając w dłoni znak Imperium.

- Nie znacie jego woli. - powiedział nekron powoli zbliżając się do resztek ekspedycji, jego stawy wydawały przy tym przerażające, mechaniczne dźwięki. Metalowe stopy które uderzały o posadzkę wytwarzały dźwięk który niósł się echem po całej krypcie, napawało to kapłanów dodatkowym strachem, nie cofnęli się jednak. Zakapturzeni zauważyli że z każdym krokiem za jego plecami zapalały się kolejne dwa punkciki.

- Jego wola to niszczenie Xenos, zrób nam więc przysługę i zgiń wreszcie! - Powiedział kapłan Invictus po czym ponownie jego brat i skitarii rozpoczęli ostrzał w stronę nekronów. Niestety tym razem ci nie stali biernie i nie przyglądali się, natychmiastowo ruszyli na resztkę oddziałów. Nekron stojący na czele wpadł pomiędzy cyborgi i urządził wśród nich prawdziwą rzeź, dzierżył kostur który miażdżył Skitarii którzy nie mieli żadnych szans w bliskim starciu z tak zaawansowanym robotem. Reszta jego metalowych pobratymców nie ustępowała mu w sztuce zabijania, mordowali gołymi rękoma które były wyposażone w zaostrzone szpony, przebijały one obwody i żyły. Przecinały ciała jakby te zrobione były z papieru. Ściany i podłoga szybko zostały pokryte mieszanką płynów, trupami, kończynami i resztkami kabli oraz nielicznymi organami wewnętrznymi. Kapłani którzy starli się w straszliwym tańcu z nekronami zostali szybko zepchnięci pod ścianę. Stalowe twarze ich przeciwników nie zdradzały cienia litości. Mimo dobrego wyszkolenia i woli walki zostali pokonani. Nekroni nie zabili ich jednak, ostatnim co zapamiętali ledwo żywi i zmasakrowani kapłani było pomieszczenie z cylindrami które zaczęło wypełniać się płynem. Gdy na chwilę się ocknął siedział pod ścianą. Wymiotując krwią kapłan Invictus próbował się podnieść, jednak jego metalowe kończyny były nieaktywne, lub poucinane.

- Ah... wszystkie żebra mi połamali, drugie serce też w strzępach, ale to nieważne... Zaraz zobaczę Omnizjasza, mam nadzieje że nie będzie zły za to że go zawiodłem... - Powiedział po cichu, spojrzawszy w sufit wyszeptał krótką formułkę modlitwy do Omnizajasza, zaraz po tym zemdlał.

Część 1

Część 3

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki