FANDOM


Planeta Galara, Segmentum Obscurus

Na tej zniszczonej niedawno bombami wirusowymi planecie wylądował desantowiec Wolnych Handlarzy. Hektor Maverick - kapitan okrętu, z którego wyleciał owy desantowiec - wyłapał wiadomość, jakoby w głębi wciąż nietkniętych inkwizycyjną ręką bunkrów znajdowały się jakieś interesujące i - co ważniejsze - cenne artefakty. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji!

Maverick wysłał więc na powierzchnię niewielką grupę eksploracyjną pod dowództwem swego bosmana - Geralda Hessmana - by przyjrzeli się bunkrom z bliska i zebrali ze sobą tyle cennego śmiecia, ile mogli.

- Uważajcie. Inkwizycja rozwaliła Galarę jakieś dwa dni temu. - ostrzegł korsarzy Gerald - postawny, szpakowaty mężczyzna w starym komisarskim płaszczu. - Więc jeśli zobaczycie jakąś bombę, nawet się do niej nie zbliżające, bo wszyscy wyparujemy. Rozumiemy się?

- Tajest! - odezwało się chórem dwunastu uzbrojonych ludzi.

- No jacha, szefie! - rzucił jedyny Ogryn w grupie - Szrapnel.

- Dobra! To teraz rozłazimy się po tych ruinach i szukamy takiego wielkiego, okrągłego włazu. Zobaczycie coś takiego - krzyczcie. - dopowiedział bosman, po czym wszyscy rozeszli się po zniszczonym mieście.

Galara była Światem-Ulem o dość średnim znaczeniu strategicznym. Administratum nie zwracało na nią większej uwagi. Mógł to być jeden z powodów, z których mieszkańcy powoli zaczęli oddawać cześć Mrocznym Bogom.

Wkrótce herezja osiągnęła poziom planetarny i jedynym sposobem, by zapobiec spaczeniu całego sektora, był Exterminatus. Decyzję tę sprowokował też fakt pojawienia się na planecie Mrocznych Eldarów. Skąd się tam wzięli - Imperator jeden wie.

Korsarze rozglądali się po miejskich gruzach w poszukiwaniu wejścia do podziemi, kiedy nagle usłyszeli wrzask Szrapnela:

- SZEFIE!! MAM WIELKIE OKRĄGŁE!!

Gerald i reszta grupy eksploracyjnej pobiegła w stronę Ogryna. Stanęli naprzeciwko szerokiego na dziesięć metrów, pokrytego adamantytem okrągłego włazu. Dookoła nie było żadnych budynków ani ruin.

- Na cholerę taki wielki właz? - spytał łysy mężczyzna dzierżący karabin Hot-Lasgun.

- Może ten cały bunkier robił za magazyn pojazdów? - zasugerował wielki jak dąb chłop, przypominający Kosmicznego Wilka.

- Ooo... Własny Hellhound... Ooo taaak... - odpowiedział cicho łysy, zacierając ręce i niecnie się uśmiechając.

- Dobra! - zawołał Gerald. - Otwieramy tę puszkę, zbieramy wszystko jak leci i spadamy na statek.

- Tajest! - odkrzyknęli chórem jego podkomendni.

- No jacha, szefie! - dodał Ogryn.