FANDOM


Litania Krwi leciała przez osnowe, a wraz z nią, cała flota okrętów.

Esterach siedział w swojej kajucie i dopracowywał plan ataku. Wtedy do pomieszczenia, wszedł drugi mężczyzna. Pancerz i uzbrojenie wskazywały na stopień pułkownika gwardii, lecz były one pokryte runami

Fleet

chaosu. Był blady, miał zielone oczy i potężną, ukośna bliznę, przechodzącą przez prawie całą twarz. Krótko ścięte włosy chował pod czapką oficerską.

- Generale, niedługo powinniśmy być na miejscu. - powiedział mężczyzna.

- Przestań mnie tak tytułować Parsifal. Nie jestem już generałem, od kiedy cholerna inkwizycja wbiła nam nóż w plecy. Dziś jesteśmy dla Imperium tylko heretykami, których należy zniszczyć. - w głosie Esteracha z łatwością można było wyczuć żal.

Parsifal spojrzał na niego, mundur w kolorach zeschniętej krwi, znak Khorna i pokryta plugawymi runami eldarska klinga, tylko dodawały goryczy jego słowom. Oboje patrzyli na mapę Imperialnego świata.

- Anais. Ehhh i pomyśleć, że jeszcze pięć lat temu broniliśmy go przed inwazją mrocznych eldarów. - powiedział Parsifal.

- Tylko po to by utopić go teraz w krwi. Mówię ci Per, to będzie jakby to powiedział Zagsdruk? "To bedzie wyszczałofa bitka chopaki!" - powiedział Esterach

- Taaa a zaraz potem by się obrzydliwie zapluł. - uzupełnił Parsifal. - Czy to prawda, że nawet matka przełożona była pod wrażeniem naszych działań?

- Tak. a potem ta sama sucz uznała nas za zdrajców i sprowadziła nam na głowę Ordo Hereticus! - gniew tej wypowiedzi dało się wyczuć na całym okręcie. - Ile czasu zajmie nam dotarcie do celu? - dodał już znacznie spokojniejszym tonem.

- Około pół godziny ale wiesz jak to jest, z tą cholerną osnową.

- Wiem.

Ruszyli na mostek, tam czekał już na nich admirał Nial. Potężny mężczyzna nosił bogato zdobiony strój, do pasa miał przypiętą solidnie wykonaną szablę i pistolet laserowy. Opaska na prawym oku dodawała dzikości jego brodatej, pomarszczonej, wiecznie trzymającej cygaro w gębie twarzy.

- Esterach, nareszcie jesteś, już się bałem że nigdy nie wyleziesz ze swojego pokoju. - przywitał go z uśmiechem na ustach.

Dowódca odpowiedział mu tylko skinieniem głowy i podszedł do terminalu, w którym dało się zobaczyć ile torped i jakiego typu znajduje się w lukach. Mieli niewiele czasu. Flota obronna musiała zostać zniszczona jak najszybciej, by inwazja mogła się rozpocząć.

- Mam takie pytanie. - odezwał się Nial

- Dawaj. - odpowiedział mu Esterach

- Jak masz zamiar, przy użyciu zaledwie stu tysięcy żołnierzy pokonać armie planety, której sam PDF to dwa razy tyle, że o ognistych cnotkach nie wspomnę.

- Pałac eklezji.

- A mógłbyś jaśniej?

- A o czymś takim jak lochy to ty może słyszałeś?

- To jedna z planet więziennych? Myślałem, że siostrunie wyrzynają wszystko jak leci.

- Też tak myślałem, dopóki mroczni nie znaleźli wejścia do lochów i nie narobili hałasu.

- A co tam zwykle siedzi?

- Najgorsi zwyrodnialcy, mutanty, potwory, zdrajcy i najważniejsze, psionicy. Wystarczy jeden o odpowiednim potencjale i z małą pomocą mrocznych mocy można małą burze osnowy zrobić.

- Z jednego psionika?

- Nie. Psionik taki o jakim ja mówię to się zdarza raz na milion w najlepszym razie. Ale ich tam siedzi cała armia, i czekają na czarne okręty inkwizycji.

- No tak. A co jak takie czarne okręty, złożą nam niezapowiedzianą wizytę w trakcie inwazji, bo na herbatkę to raczej się zaprosić nie dadzą.

- I właśnie dlatego musimy działać szybko...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Matka przełożona szła długim korytarzem, zdobiły go liczne malowidła, przedstawiające wspaniałą historie zakonu, oraz jego założycielki świętej Anais. Celest marzyła, że kiedyś i ona będzie godna umieszczenia jej w portretu w komnacie chwały. Lecz myśli te były natychmiast tłumione, przez nauki pokory jakie odbywała. Nieraz otrzymywała kary, za podobne przewinienia, co bardzo zwiększyło jej samodyscyplinę. Świece, które płonęły wzdłuż całego korytarza oświetlały jej biało-czerwony, zdobiony złotem pancerz. Długie, brązowe włosy spadały, na noszony na szyi rosarius. Miała jasną cerę i błekitne oczy.

Weszła do kaplicy, było tu pusto, jej podopieczne już dawno spały w swych łóżkach, była tutaj tylko ona i jej wiara. Uklęknęła przed posągiem Imperatora i trzymając w rękach święty różaniec zaczęła się modlić.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Klęczała w miejscu, które niegdyś nosiło dumną nazwę katedry św. Anais. Teraz była to tylko kupa gruzu, grób świętej zbeszczeszczono. Miasto stało w ogniu, słupy dymu zasłaniały całe niebo, nad którym dostrzec się dało potężne światło burzy osnowy.

Rozejrzała się dookoła i zobaczyła swoje siostry, wszystkie były martwe, niektóre wręcz rozerwane na strzępy. Patrzyła na to wszystko, zaczęła krzyczeć i płakać. Wtedy zobaczyła przed sobą postać mężczyzny. Nosił potężny, czerwono-czarny pancerz inkwizycji, naznaczony plugawymi runami Khorna. W reku dzierżył potężne, również przeklęte eldarskie ostrze, twarz była ukryta pod hełmem. Celest chciała się dźwignąć z kolan, ale nie mogła, wtedy też zobaczyła potężną ranę brzucha. Poczuła ogromny ból. Wojownik potrzedł do niej, uniósł miecz i zadał cios.

Matka umierając słyszała głos z oddali

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Dziecko?

- GIŃ HERETYKU! - Celest zerwała się dobywając miecza

Stał przed nią spowiednik Aran. Był wyraźnie przerażony widokiem Celest.

- Aran. Proszę mi wybaczyć spowiedniku, miałam potworny sen.

- Widziałem. Usiłowałem cię dobudzić od kilkunastu minut.

- Czy stało się coś ważnego?

- Można tak powiedzieć, niech lepiej siostra pójdzie ze mną.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Dwadzieścia milionów ludzi i co najmniej drugie tyle pielgrzymów, do tego licząca kilkanaście okrętów flota obronna i statki transportowe, które mogą robić za żywe tarcze. Cholera czy my naprawdę to robimy? - zapytał Parsifal z niepewnością w głosie.

- Tak robimy to. Idziemy puścić cały ten świat z dymem. Mam zamiar z nawiązką odpłacić eklezji i Płonącym Liliom, matce przełożonej zwłaszcza. - odparł Esterach

- Ho ho ho tak żądnego krwi i mordu to ja cie Esterach chyba jeszcze nigdy nie widziałem. Z takim uporem, to ty drugą Herezje Horusa urządzisz. - powiedział Nial po czym zaśmiał się potwornie.

- To jaki mamy plan? - zapytał Parsifal.

- Prosty, trzy-fazowy, takie WRS. - powiedział Esterach.

- WRS? - Nial spojrzał pytająco na Esteracha

- Wpierdalamy, rozpierdalamy, spierdalamy. - wyjaśnił "generał" z uśmiechem na ustach.

- To będzie naprawdę ciekawa bitwa. - wtrącił Parsifal.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Celest i Aran weszli do imperialnej iglicy. Stanowiła ona połączenie z Astronomicanem, i prowadziła wiele okrętów, ale stanowiła także coś w rodzaju posterunku nasłuchowego tyle, że w osnowie.

- Od pewnego czasu obserwujemy zakłócenie, jest ono dość regularne. - tłumaczył Aran pokazując jej ów sygnał

- Dlaczego nic o tym nie wiem? - zapytała Celest

- Wolałem nie wzbudzać niepotrzebnej paniki, takie rzeczy się zdarzają, lecz teraz nie mamy wątpliwości. Coś zmierza w kierunku Anais, i wątpię by miało pokojowe zamiary.

- Co to takiego?

- Nie mamy pojęcia. Zagrożenie nie wygląda na duże.

- Wszystko co może naruszyć spokój świetej jest dużym zagrożeniem spowiedniku, nie pozwól by to coś zblizyło się do naszej planety. Zmobilizuj całą flotę jeśli trzeba! Nie chce tu powtórki z inwazji mrocznych.

- Oczywiście dziecko. Ale imperialna flota nie leży w naszej kompetencji. Tylko admirał Einar może wydać taki rozkaz.

- To niech go wyda! - Celest wyszła z sali trzaskając drzwiami.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Einar otrzymał rozkazy. Walczył we wcześniejszej inwazji na ten świat i nie zamierzał bagatelizować zagrożenia, kazał postawić okręty w najwyższą gotowość.

Wrota osnowy otworzyły się, mroczna poświata błysnęła w oceanie gwiazd i wychylił się z niej jeden, mocno uszkodzony okręt, noszący znamiona chaosu. Einar nie zastanawiał się nawet przez chwilę. Kazał otworzyć ogień w stronę, podniszczonej krypy. Strumień torped, laserów i poleciał w stronę celu, roznosząc okręt na kawałki. Pułapka zadziałała bezbłędnie, uszkodzony termo-generator osnowy, pod wpływem energii jaką

Batlle

otrzymał od wszystkich dział a także ofiar z ludzi i wszelkich innych istnień będących na okręcie uwolnił w ostatnich chwilach swego istnienia potężną psioniczną falę energii. Każde zabrane przy tym istnienie, dodatkowo wzmacniało potężną falę mocy.

Większość astropatów jacy byli na statkach, dosłownie się usmażyła, podobnie było z tymi na planecie. Dodatkowo, wywołała wiele błędów w systemach logicznych ducha maszyny okrętów. Taka fala z pewnością wywołała zakłócenia odczuwalne w całym podsektorze. Nawet ci, którzy byli zamknięci w lochach pod pałacem eklezji zdołali to wyczuć.

Wrota osnowy otworzyły się po raz kolejny, tym razem szerzej a z wyrywy jaka powstała, wyszła potężna flota chaosu. Litania Krwi i wszystkie inne okręty natychmiast skierowały całą siłę ognia na okręt flagowy Einara, jakim był Solar Xun. Był to potężny pancernik klasy Victory który, gdyby nie fala energii z pewnością podjąłby już walkę. Niestety, fala uszkodziła systemy celownicze, ale tarcze próżniowe pozostawały sprawne... na razie.

Potężny ostrzał, mocno nadwyrężył siły generatorów na jego pokładzie, zwłaszcza ostrzał z pancernika klasy Odwet, Litanii Krwi dawał się we znaki. W końcu Solar odzyskał sprawność bojową i przeszedł do kontr-ataku, był on jednak zbyt opóźniony by mierzyć się z równym sobie przeciwnikiem. Inne okręty także stanęły do walki. Tego dnia na niebie nad Anais można było podziwiać upiorny spektakl śmierci.

Walka, o ile tak można było to nazwać, pomiędzy dwoma flagowcami, trwała w najlepsze. Litania Krwi bezlitośnie masakrowała swojego oponenta, używając do tego wszystkich swoich dział. Jedna z salw torpedowych poważnie uszkodziła główną lancę laserową w Solarze, na skutek czego ta eksplodowała. Pomiędzy resztą okrętów walka była mniej więcej wyrównana.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Esterach nie miał zamiaru czekać aż flota upora się z obroną planetarną. Chciał jak najszybciej wedrzeć się do pałacu eklezji. Niestety, na razie statki transportowe odpadały, tarcze pałacu i silosy laserowe, były zdolne strącić wszystko. Zamiast lecieć na pałę w nadziei że uda mu się dotrzeć do celu, na co szanse były znikome, wolał użyć podstępu. Krwawi magowie otworzyli dla niego i kilku jego drużyn przejścia, dzięki którym on i jego żołnierze ominęli systemy obronne.

Mieli oni kilka zadań. Celem pierwszorzędnym było dostać się do więzienia eklezji, i uwolnić psioników, drugim było rozwalenie przynajmniej części silosów obronnych.

Esterach i jego odział, z kapitanem Angarem pojawił się w głównej kaplicy, gdzie wcześniej modliła się matka przełożona.

- Jak się nazywał ten psionik co nas tu wteleportował?

- Eeee chyba Hyglas a co?

- Przypomnij mi żebym później nakopał mu do tej jego psionicznej dupy.

- Za co?

- Jesteśmy w głównej kaplicy pałacu eklezji, to prawdziwy cud, że nie ma tu żadnej modlącej sie adeptki, kiedy nasza flota tłucze się z imperialną na orbicie.

Wtedy z końca korytarza zdało się słyszeć odgłosy kroków. Hałas jaki powodowały wskazywał na conajmniej kilkanaście osób. Odział rozstawił się w linii, byli gotowi w każdej chwili otworzyć ogień. Drzwi otworzyły się i już Esterach miał otworzyć ogień kiedy zobaczył symbol Khorna na ramieniu.

- Zabije psionika, który otworzył ten teleport. - powiedział Parsifal wchodząc do środka.

- Ja też. - odpowiedział Esterach.

- Dobra, faza "W" naszego planu weszła. Teraz musimy rozwalić tarcze pałacu i uwolnic psioników.

- Jaki plan?

- Rozdzielamy się. Ty Parsifal bierzesz swoich ludzi i idziesz do generatorów tarcz, wiesz gdzie są.

- Wiem.

- Angar...

- Tak generale?

- Skończ z tym oficjalnym tonem. Zachowaj go sobie na defilady.

- Eee to heretycy urządzają defilady?

- Z kim ja muszę pracować. - powiedział Esterach strzelając przy tym niezłego facepalm'a - Ok masz mi zrobić dywersje.

- Eee co?

- Masz tu zrobić sajgon, jakąś rozpierduchę. Wszystko mi jedno czy coś wysadzisz, zrobisz tu imprezę czy przyzwiesz demona, masz odwrócić uwagę Adepta Lesbomancja i nie dać się przy tym złapać. Jasne?

- Jasne.

Szli zwartą grupą, przez korytarz pełen malowideł. Ten sam, którym nie tak dawno szła matka przełożona. Teraz oni, plugawi heretycy szli tymi świętymi korytarzami, pełnymi bogatych zdobień. Doszli do rozwidlenia.

- Ok to tak. Ja idę w prawo do więzienia a Parsiwal na lewo do generatorów.

- A ten środkowy tunel dokąd prowadzi? - zapytał Angar

- Do pokojów adeptek a co? - powiedział Persifal.

- Doprawdy? - na twarzy Angara pojawił się złowieszczy, upiorny wręcz psychopatyczny uśmiech.

- O nie, nawet o tym nie myśl ty cholerny sadysto. Do dzisiaj pamiętam co zrobiłeś z tą eldarką na Antarze, ty chory pojebie. - Parsifal protestował ze wszystkich sił.

- No co? Mam zrobić rozpierduchę a gdzie według ciebie robi się ją najlepiej jak nie w miejscu gdzie będzie ich najwięcej?

- Esterach powiedz mu coś bo nie zdzierżę i dam mu w mordę.

- Jak dla mnie możecie się pozabijać ale dopiero po wykonaniu roboty. A pomysł Angara jest nie głupi. Tylko proszę cie Angar ogranicz swoje chore zabawy.

- Jakie znowu chore zabawy?

- Chociażby tą "w ile miejsc można włożyć miotacz ognia" o granatach już nawet nie wspominam.

- Hehe to było zabawne. No dobrze postaram się. - powiedział po czym ruszył środkowym korytarzem ze swymi ludźmi.

- Jesteś nienormalny. - powiedział Parsifal. - Wiesz co on im zrobi?

- Wiem. I powiem ci szczerze, że jak myślę o tym co one nam zrobiły, ani trochę mi ich nie żal. No dobra dość gadania. Do roboty.

Rozdzielili się. Parsifal szedł korytarzem, stale nasłuchując czy gdzieś w pobliży nie znajduje się żaden patrol. Kilka razy musiał się mijać z niewielkimi grupami sióstr bitwy. Na jego szczęście jego ludzie byli prawdziwymi mistrzami kamuflażu. Czasami jednak takiej grupy nie dało się ominąć. Wtedy w ruch szły narzędzia do cichej eliminacji, takie jak pneumatyczne wyrzutnie strzałek z trucizną lub po prostu noże. Większość sióstr nie nosiła hełmów, gdyż nikt nie spodziewał się ataku. Psionicy z iglicy, którzy powinni wyczuć zagrożenie usmażyli się w czasie eksplozji wraku a ci którzy jakimś cudem przeżyli byli zajęci wysyłaniem błagania o pomoc. Nękały go wyrzuty sumienia, że pozwolił Angarowi iść do Schola Progenium. Te dziewczęta nie zasługiwały na taki los, jednak z drugiej strony przypomniał sobie słowa Esteracha, gdyby nie siostry bitwy, nadal on i jego towarzysze mogliby walczyć za Imperatora.

Esterach nie musiał się wysilać, pistolet plazmowy strzelał szybko i celnie, a eldarskie ostrze bez trudu przebijało pancerz wspomagany. Jedynym problemem była komunikacja, gdyby któraś z Sororitas doniosła o obecności wojsk chaosu w pałacu akcja zakończyłaby się klęską. Na szczęście i na to znalazła się metoda. Globalny chaos i panika, jaką spowodowała bitwa na orbicie, przeciążyła kanały komunikacyjne, przez co jakikolwiek kontakt był bardzo trudny. Siły zakonu w większości zabezpieczały katedrę świętej Anais, przez co w pałacu pozostały nieliczne straże.

Najlepszy humor miał Angar, wizja rzezi jaką urządzi adeptkom wypełniała jego umysł i nie pozwalała myśleć o niczym innym. Chciał posmakować krwi, czuł adrenalinę, był gotów na wszystko.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bitwa na orbicie miała się ku końcowi. Litania Krwi ostatnią salwą torped zniszczyła mostek. Solar Xun przeszyła seria potężnych eksplozji, które ostatecznie przypieczętowały los wielkiego pancernika. Z potężną siłą ognia jaką dysponował chaos siły imperialnej marynarki wojennej wydawały się być bez szans. I właśnie wtedy kiedy kapitanowie reszty okrętów żegnali się z załogą, odezwały się silosy laserowe na planecie. Celny ostrzał zdołał zniszczyć jeden mocno uszkodzony okręt chaosu, jednak zdrajcy z jakiegoś powodu zdawali się tym nie przejmować i kontynuowali swój zabójczy atak na flotę Imperium. Takie zachowanie było dla żołnierzy "na dole" kompletnie niezrozumiałe, do czasu...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Działo laserowe co jakiś czas oddawało strzały w kierunku walczącej na orbicie floty. Normalnie do ochrony takiego silosu stawało około tysiąca ludzi, teraz niestety mogło go chronić tylko dwieście osób. Nagle, przez mur chroniący wejście do silosu przemknęło pięć cieni. Pojedynczy lub chodzący parami strażnicy znikali bez śladu. Dowództwo w silosie po kolei traciło kontakt z patrolami. W końcu zdecydowano się posłać dwie grupy interwencyjne, każda po piętnaście osób.

Żołnierze szli powoli, patrząc w każdy kąt, i dokładnie sprawdzając strefę. Udało im się odnaleźć zmasakrowane zwłoki pierwszego gwardzisty. Leżał pomiędzy ścianą a zaparkowaną chimerą. Nawet nie starali się ukryć jego zwłok. Na jego klatce piersiowej była wycięta ośmioramienna gwiazda, skóra na twarzy

Bitwa

była dosłownie zdarta, brakowało także lewej ręki. Długi i szeroki ślad krwi ciągną się do chimery, i szedł po jej pancerzu. Latarki gwardzistów najpierw oświetliły nogi, potem brzuch i dzierżące dwa ostrza dłonie, a potem klatkę piersiową i twarz. Kobieta nie nosiła pancerza, miała za to czerwony, naznaczony symbolem Khorna strój. Rude włosy i puste czerwone oczy stanowiły idealną ozdobę dla cynicznego uśmiechu.

- Ognia!

Wiele strumieni poleciało w stronę wojowniczki, żaden nie trafił. Ta upadła na plecy i przeturlała się w bok, spadając tym samym z chimery. Gwardziści słysząc to natychmiast ruszyli w jej kierunku. Zobaczyli ją, mającą ponad 1,90m wzrostu zabójczynie. Wtedy też usłyszeli granat uderzający o ziemie za ich plecami. Natychmiast odwrócili się. Zobaczyli do złudzenia podobną tyle, że nieco niższą i czarno-włosą postać. Granat implozyjny wciągnął prawie cały odział, robiąc przy tym niemałe zamieszanie. Przy życiu ostał się jeden gwardzista. Gdy fontanna krwi opadła, zobaczył tylko pare czerwonych ślepi nad sobą.

W drugim przypadku zabójczynie były mniej subtelne. Zwabiły przeciwnika pod hellhound'a, którego zaraz potem wysadziły.

Podniesiono alarm, wysłano większość żołnierzy, z nadzieją że znajdą i zabiją cele. Stało się dokładnie to czego zabójczynie chciały. Na narkotykach bojowych, z wiankiem granatów i nieliczna obrona bazy była dla nich wymarzonym celem. Metodycznie wybijały sobie przejście do głównej baterii.

Potężne działo laserowe było zasilane przez potężny generator plazmowy. Dowódca placówki, spodziewał się że to właśnie do niego idą napastniczki. Jakież było jego zdziwienie gdy drzwi w pokoju dowodzenia otworzyły się i do środka wpadła grupa zabójczyń Khorna. Nie miały litości i zabiły każdego w pomieszczeniu. Następnie wyłączyły systemy chłodzenia generatora i wymierzyły działo w imperialną flotę. Po trzecim strzale, zarówno okręt jak i działo, wraz z całym silosem nadawały się na złom.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Parsifal wszedł do pomieszczenia z generatorem. Eliminacja kilku wojowniczek Imperatora, które stały na straży nie była trudna dla jego ludzi. Uzbrojeni w zmodyfikowane działka automatyczne bez problemu poradzili sobie z pancerzami wspomaganymi cór Imperatora.

- Dobra panowie, to teraz podkładamy te melta-bomby czy co to nam dali i spadamy bo będą tu niezłe "fajerbale" latać.

- Eee a co jak to nie wypali?

- Wypali, całkiem nieźle wypali.

Ludzie Parsifala zajęli się podłączaniem i uzbrajaniem ładunków wybuchowych. "Oby tylko Angarowi wyszła ta jego dywersja" przeszło przez głowę dowódcy.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tymczasem Angar i jego ludzie zakradli się do sypialni adeptek. Powoli odczepiali butle z miotaczy ognia, i wyjmowali magazynki z bolterów, nie chcieli aby przypadkiem, którejś z adeptek przyszło do głowy coś "głupiego". Przy okazji zdążyli "wybrać" sobie swoje pierwsze ofiary.

Tina spała w swoim łóżku, nieświadoma tego, że jej los już jest przypieczętowany. W pewnym momencie poczuła ciężar na swoim ciele. Otworzyła oczy i ujrzała przed sobą wykrzywioną pożądaniem i dziką radością twarz mężczyzny.

- Witaj piękna. - powiedział Angar zachrypłym głosem

Dziewczyna na próżno krzyczała i miotała się. Angar chwycił ją za włosy i wyrzucił z łóżka. Zaraz potem zaczął zdzierać z niej szaty. Dziewczyna obawiała się jak jej się wtedy zdawało "najgorszego" jednakże los który miała zamiar jej zgotować "chory rzeźnik" był dużo gorszy od gwałtu. Chwycił dziewczynę za rękę i podszedł z nią do ściany po wolną ręką wyjął potężny gwóźdź i przebił nim dziewczynie rękę jednocześnie przybijając ją do ściany. To samo zrobił z drugą ręką. Adeptka wyła z bólu, łzy ciekły jej z oczy, a jednak wciąż błagała Imperatora o pomoc. Była tylko jedna z wielu cierpiących tu adeptek. Jeden z gwardzistów wbił potężne zakrzywione ostrze w miednice jednej z dziewcząt i potężnym cięciem doszedł aż do krtani. Inny z kolei wyciął w brzuchu dziewczyny dziure i włożył do niej odbezpieczony granat. Fala krwi i wnętrzności zalała pół komnaty. Tymczasem Angar nie spieszył się z uśmierceniem swojej ofiary. Powoli zadawał jej kolejne krwawe rany swoim nożem, przypalał ją bardzo małym płomieniem miotacza ognia. Dziewczyna o tym nie wiedziała ale stoswał on właśnie podstawowe metody używane przez eklezje podczas przesłuchań "kłamiących" ludzi, w praktyce używano tego tak długo aż oskarżony się przyznał lub zmarł. Kolejnym chorym pomysłem popisał się gwardzista, który chwycił stalowy pokryty zadziorami bat i zaczął go wsuwać do ust dziewczyny do samej rękojeści, po czym z całej siły wydobył do z dziewczyny wyrywając przy tym wiele fragmętów narządów. Jeden z wojowników powiesił dziewczynę za rękę i zrobił z niej żywy cel do rzucania nożami. Jednakże w odziale Angara nie brakowało kobiet. W sumie trudno powiedzieć kto był gorszy. Angar postanowił w końcu zakończyć cierpienia dziewczyny swoją ulubioną zabawą z miotaczem ognia. Tymczasem jedna z jego psychopatycznych "koleżanek" postanowiła rozdziewiczyć jedną z sióstr mieczem łańcuchowym. W swojej zabawie nie ograniczyła się jednak tylko do jednego otworu w ciele. Co gorsza dziewczyna to przeżyła i jeszcze przez prawie dziesięć minut, bezgłośnie krzycząc wykrwaiwała się na podłodze. "Zabawy" takie jak ćwiartowanie czy zwykłe podrzynanie gardeł, zostawiono sobie na późniejsze etapy kampanii.

W końcu zaalarmowane krzykami siostry bitwy przybyły z pomocą. (mają refleks co nie?) Na miejscu zastały obraz, który przyprawił je o łzy, obrzydzenie i piekielną wręcz furie. Ale napastników nie było już w pomieszczeniu. Angar może był psychopatą ale nie był głupi. Miał zamiar użyć "świętej" broni przeciwko Sosritas, eee sosoritas satirasos? No tym babkom w pancerzach wspomaganych.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Esterach szedł korytarzem, kiedy usłyszał stłumiony kobiecy krzyk. "Oho Angar zaczął się bawić." pomyślał po czym rzucił do swych ludzi

- Szybciej, zaraz cały pałac dowie się że tu jesteśmy.

Przyspieszyli kroku, na drodze nie spotkali już żadnego patrolu. Dla jego ludzi było to co najmniej dziwne, dla niego nie było to nic nowego. Doszli do rozwidlenia, według map, które mieli lochy znajdowały się na prawo, sterach ruszył natomiast przed siebie.

- Eeee Esterach do cholery! - rzucił jeden z żołnierzy

- Czego? - grzecznie odpowiedział

- Przecież loch jest tam! - to mówiąc wskazał w prawy korytarz.

- Wiem. - odparł dowódca, po czym ruszył przed siebie.

Żołnierze ruszyli w ślad za nim. Powoli zbliżali się do sporych rozmiarów drzwi.

- Co to jest? - zapytała jedna z gwardzistek

- Składzik na świeczki, olejki i całą masę innego gówna która jest używana podczas procesji. - odparł Esterach

- Nie no ty sobie chyba jaja robisz. Co niby składzik na taki badziew ma wspólnego z więzieniem dla psioników?

- Zadawałem sobie dokładnie to samo pytanie, kiedy podczas inwazji mrocznych na ten świat wysłano całą kompanie do obrony tego miejsca. - powiedział po czym mocnym kopnięciem otworzył drzwi i z użyciem "pożyczonego" od jednej z sióstr miotacza ognia "oświetlił" pomieszczenie.

- A to co miało być do cholery? - odezwał się inny gwardzista

- Wejście smoka! - odpowiedział Eserach po czym rzucił mu miotacz ognia.

Weszli do pomieszczenia. Mijali kolejne regały pełne świeczek, olejków i innego badziewia. Nagle uwagę jednej gwardzistki przykuły oznaczenia na olejkach, jeden był oznaczony literą S drugi M trzeci B i R.

- Czemu służą te oznaczenia na olejkach?

- Klasyfikują je.

- To znaczy?

- To znaczy, że każdy służy do czego innego. Taki M jest na msze, B jest dodawany do kadzidła w bitwie dlatego B.

- A R?

- Rozpałka do stosu.

W końcu doszli, do samego środku sali. Był tam potężyn symbol Lilii otoczonej płomieniem. Esterach przyglądał mu się uważnie przez pewien czas po czym z zadowoleniem w głosie powiedział

- Tak to tu.

- Co tu? - zapytał jeden gwardzista

- Tu jest wejście.

- Niby gdzie? - dodał inny

- Pod nami.

Ludzie patrzyli się na niego jak na idiotę. Dowódca westchnął tylko i po raz już chyba setny powtórzył sobie w myślach "Z kim ja pracuje do cholery." Po czym rozłożył potężne materiały wybuchowe, wycofał się za drzwi składu i czekał. Czekał i czekał i czekał i kurwa mać nadal czekał, aż w końcu JEST po około pół godziny siostry bitwy zorientowały się, że krzyki dobiegające z sypialni adeptek nie są czymś normalnym. Rozległ się alarm, wtedy też na drugim końcu pałacu doszło do eksplozji, Parsifal nie zwlekał z odpaleniem ładunku w generatorach, Esterach też nie miał zamiaru czekać. Nacisnał guzik, poteżna eksplozja powaliła większość potężnych regałów i zrobiła dziure. Esterach wpadł do środka z mieczem i pistoletem plazmowym, ale nikt nie wyszedł. Spojrzał na dziure, była głęboka i dała rade przebić sufit prawdziwych lochów.

- No i po co komu drzwi jak jest sufit! - powiedział po czym zakładając noktowizor wskoczył do środka.

Jego ludzie wbili się tam tuż za nim. W korytarzach było ciemno jak cholera, Siostry bitwy miały co prawda noktowizje w swoich hełmach ale Esterach dysponował elementem zaskoczenia, poza tym wybuch, którego on dokonał nie mógł się równać z rabanem jakiego narobili Parsifal z Angarem. Uwaga sióstr była skupiona na nich, więc grupa w lochach nie miała się czym przejmować.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na orbicie ostatni z okrętów Imperium został rozerwany skoncentrowanym ostrzałem dwóch niszczycieli chaosu. Połowa silosów laserowych nie działała rozwalona przez brygady śmierci i zabójczynie kultu krwi. Na planecie walczyła już znaczna część awangardy. Sytuacja imperium w takim wypadku wydawała się być beznadziejna.

Zdrajcy spokojnie przystępowali teraz do pogoni i masowej eksterminacji okrętów, które przewoziły pielgrzymów. Większość wprawdzie zdążyła uciec, ale te które zostały i tak były satysfakcjonującym łupem dla krwawych marynarzy.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Matka Celest i spowiednik Aran byli w katedrze świętej Anais a z nimi większość zakonu. Siły PDF skupiły całą swoją uwagę wokół silosów laserowych i manufaktorium, oraz mniejszych kaplic, które i tak miały ogromne rozmiary. Pałac Eklezji został uznany za dobrze zabezpieczony przez tarcze próżniowe, "automatyczne" działka przeciwlotnicze, oraz odziały sióstr, które zostały na miejscu. Adeptus Arbites także stacjonowali w pałacu, ale nie mieli prawa wejść do pomieszczeń, w których stacjonowały siostry. Ponieważ statki nosiły znaki Khorna, nikt nie spodziewał się, że "zdrajcy" posłużą się magią.

- Spowiedniku powiedz mi czy Imperator będzie dla nas łaskawy? - pytała już bardzo zaniepokojona matka przełożona

- Jeśli będziemy wytrwali w wierze i nie ugniemy się przed "złym" Imperator z pewnością da nam zwycięstwo. - odpowiedział jej Aran

- MATKO! MATKO CELEST! - krzyczała biegnąca w jej stronę młoda siostra

- Co się stało dziecko? - Celest patrzyła na nią z obawą

- Pałac... ktoś... ktoś zaatakował adeptki. - mówiła z trudem łapiąc oddech

- Imperatorze chroń! Kto? - krzyczała nie kryjąc przerażenia.

Wtedy w pałacu doszło do potężnej eksplozji, która była dobrze widoczna nawet z katedry. Tarcze próżniowe zaczęły opadać a w stronę pałacu zaczęły lecieć dziesiątki obiektów. Przypominały one imperialne valkyrie.

- Imperatorze zachowaj nas. - rzekł ściszonym głosem Aran.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Esterach i jego ludzie, byli co raz bliżej generatora zasilającego blokady dla psioników. Weszli do sporego pomieszczenia. Było ono bogato zdobione a potężny generator pełnił jednocześnie funkcje kaplicy. Gdy tylko Esterach wyszedł z cienia korytarzy rzuciła się na niego przyczajona siostra repentii.

Miecz łańcuchowy zawarczał, a Esterach cudem uniknął trafienia, jego ludzie już mieli otworzyć ogień, lecz dowódca krzyknął do nich by tego nie robili. Miał okazje walczyć wręcz z dobrze wyszkolonym przeciwnikiem, za nic nie mógł przepuścić takiej okazji.

Kobieta z imieniem Imperatora na ustach rzuciła się na przeciwnika. Esterach uniknął jej uderzenia i wyprowadził niskie cięcie przez łydkę. Wojownicza nawet tego nie zauważyła i ponownie zaszarżowała na wroga z wysoko uniesionym mieczem. Esterach sparował uderzenie w dość nietypowy sposób. Zamiast ukośnie zablokować uderzenie, wbił swój miecz energetyczny w jej ostrze, zrywając tym samym łańcuch na którym trzymały się ostrza. Następnie wyciągnął miecz z jej "piły" obrócił się i przekładając ostrze pod pachą przebił ją swoją eldarską klingą. Ostrze wydobył na tyle szybko by w ostatniej chwili sparować uderzenie kolejnej siostry. gdy tylko to zrobił, z drugiej strony nadleciało kolejne uderzenie. Esterach przykucnął i wykonał piruet tnąc jedną siostrę przez kolanoa drugą przez kość strzałkową. Siostry odskoczyły, jedna upadła na kolano sycząc z bólu, druga szykowała się do kolejnej szarży. Wojownik uskoczył przed jej ciosem i wyprowadził potężne ukośne cięcie przez kręgosłup. Kobieta padła na wznak, wtedy Esterach wydobył pistolet plazmowy z kabury i zastrzelił "klęczącą" siostre. Dla jego ludzi był o jasny znak. Gdy wypadły następne trzy zostały zasypane gradem pocisków z działek. Dwie padły martwe od ognia gwardzistów, trzecia dostała w twarz naładowanym pociskiem plazmowym. Jej głowa przypominała teraz rozdeptanego pomidora, co z jakiegoś powodu rozśmieszyło Esteracha.

W końcu do walki stanęła przywódczyni odziału. Miała normalny pancerz wspomagany i dwa stalowe baty. Esterach chciał wystrzelić w jej kierunku pocisk, niestety ta zdążyła wytrącić mu go z reki. Zbłąkany pocisk rozciął jednak jeden ze stalowych batów, których używała starsza siostra. Zdjęła hełm z głowy. Patrzyła mu prosto w oczy. Krążyli patrząc na siebie, w końcu córka Imperatora ruszyła do walki. Strzelała batem z wielką siłą, rozwalając przy tym naścienne zdobienia i misternie ułożona na podłodzę mozaikę. Żaden gwardzista nie śmiał przerwać tego pojedynku. Esterach także miał problemy z trafieniem zwinnej wojowniczki. Starał się szukac jakiejś luki w jej obronie, lecz na próżno. W końcu zdecydował się na atak tak szalony, że mógł sie udać. Gdy ta brała zamach, którego celem było trafienie w głowe, Esterach podbiegł do niej i w ostatniej chwili wykonał wślizg. Centymetry dzieliły go od oberwania batem w głowe. Zdezorientowana siostra zobaczyła tylko jak generał wślizguje się między jej nogami, następnie poczuła ogromny ból idący od brzucha po klatke piersiową. Ostrze wbiło się w nią na całą swą szerokość. Kobieta padła martwa.

- No w końcu. Już myślałem, że ta sucz cie zabije. - odezwał się jeden z gwardzistów.

- Taaa ja też tak myślałem. - odpowiedział Esterach.

- Dobra bierzemy się za ten generator.

- Przecież wszystkie materiały wybuchowe poszły na "drzwi".

- Nie chce tego wysadzać, ja chce go wyłączyć.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bombardowanie orbitalne z powodzeniem ostudziło zapał 4 dywizji pancernej, która starała się odzyskać pałac eklezji. Piechota walczyła ze sobą na ulicach. Często dochodziło do walk wręcz, w których gwardziści nie miel praktycznie żadnych szans. Siły paktu były lepiej przeszkolone i walczyły ze znacznie większym zapałem. Nagle na pole walki wleciał Valkir niosący coś co przypominało ogromengo pająka. Stalk-tank spadł na pole bitwy a dwa sprzężone boltery rozrywały na kawałki zbliżających się gwardzistów. Za sprawą odziałów sabotażowych doszło do serii wielkich pożarów, które bardzo szybko się rozprzestrzeniały.

Kolejne grupy uderzeniowe, zajęły manufaktroium, zyskano tym samym dostęp do kilku dział artyleryjskich. Ostrzał był prowadzony kompletnie na oślep, chodziło o to by zabić. Strzelano w strefy, w których nie trwały żadne walki by przez przypadek nie strafić swoich. Takie podejście okazało się być jednak bardziej przydatne niż sądzono. Siły PDF które parły w stronę toczących się walk starały się dotrzeć na miejsce jak najszybciej i nie spodziewały się, że może w nie nagle trafić "zbłąkany" pocisk artyleryjski. Siły Khorna wymyśliły sobie nawet nietypową grę...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Imperialna chimera jechała w stronę walk, gdy nagle przecinający powietrze pocisk artyleryjski rozwalił ją na kawałki.

Cudem ocalały gwardzista patrzył na porozrywane ciała kolegów i koleżanek z odziału, a następnie zobaczył palące się budynki, usłyszał też kolejne wybuchy.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- B4? - powiedział działonowy oddając strzał z artylerii

- Pudło! - usłyszał przez Vox

- G8? - *dźwięk strzału*

- Trafiony. - powiedział strzelec z rezygnacją w głosie.

- Haaa mam cie! G7?

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W pałacu eklezji wciąż trwały walki między krwawymi gwardzistami i adeptus arbites. Angar czerpał dziką radość w odbieraniu życia siostrom na najbardziej makabryczne krwawe i okropne sposoby. Parsifal starał się dotrzeć do Esteracha, musiał jednak wyciąć sobie tą drogę w szeregach przeciwników.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Esterach i jego ludzie szli mrocznymi korytarzami. Bez potężnych okowów, w których byli uwięzieni co potężniejsi psionicy i mutanci wydostali się ze swoich klatek. Krwawi żołnierze maszerowali przez mroczny labirynt klatek. W pewnym momencie Esterach usłyszał dźwięk rzucanego przedmiotu.

- Granat! - jeden z żołnierzy skoczył na rzucony przedmiot.

Ładunek fosforowy zabił go na miejscu i ogłuszył reszte odziału. Esterach patrzył na stojącą przed nim siostrę z odziału Celestian z ciężkim miotaczem ognia, a za nią odział zwykłych sióstr.

- To twój koniec heretyku! - mówiła z satysfakcją w głosie - W imię...

Wtedy drzwi od celi obok, której stała zostały wyrzucone przez potężną ilość energii psychicznej. Celestian zgineła na miejscu. Jej siostry wymierzyły karabinami w cele, lecz wtedy z "pokoju" wyleciała fala pocisków, które zabily na miejscu pozostałe sześć sióstr.

- Khorna... głupie suki. - powiedziała mroczna, zakuta w pancerz z żywego metalu postać.

- Raven, do usług. - powiedział psionik i ukłonił się nisko.

- Esterach, do usług. - odwzajemnił ukłon.

Szli razem przez mroczny korytarz, Esterach długo tłumaczył Ravenowi swój plan. Z jego pomocą poszukiwania odpowiednich do wywołania burzy osnowy, psioników trwały znacznie krócej niż przewidywano. Siostry walczyły w tej chwili w całym pałacu, tracąc kolejne komnaty, nie mogły walczyć o lochy kiedy ich adeptki i relikwie były zagrożone, dzięki czemu cała akcje poszła sprawnie i szybko.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Walka na ulicach stawała się co raz bardziej beznadzejna dla sił PDF i Adeptus arbites. W na dystans heretycy sprawiali wiele kłopotów, głównie dzięki wsparciu brygad śmierci, i snajperów. Ci drudzy bez trudu wybijali obsługe broni ciężkich przez co siły Paktu mogły swobodnie szarżować na wroga. W walce wręcz bylo jeszcze gorzej. Wojownicy Khorna dawali radę żołnierzom Imperium na praktycznie każdym polu.

Walka w powietrzu nie należała do wyjątków. Valkirye walczyły w niebiosach, lecz piloci z Anais byli bez szans w walce z urodzonymi w kokpicie synami Harakonu.

Z zajetego manufaktorium wyjechała kolumna czołgów Immolator, spaczonych i zajetych przez krwawych kapłanów maszyny. Te potężne uzbrojone w dwa sprzężone miotacze ognia pojazdy opancerzone paliły cale osiedla mieszkaniowe. Jedna drużyna pojechałą w stronę walczących pod pałacem, a druga ruszyła w miasto zmieniając w proch wszystko co spotkałą na swej drodze.

Leman Russ wyjachał na spotkanie dwóm pędzącym ulicą odziałom paktu. Żołnierze byli już gotowi na spotkanie z Khornem kiedy nagle w wieżyczke czołgu trafiły dwa jasne strumienie światła. Uzbrojony w dwa działa laserowe Stalk-tank stał za nimi.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Esterach odprawiał właśnie mroczny rytuał, któremu Raven przyglądał się z zaciekawieniem i uśmiechem. Pomimo jego wieku i doświadczenia nie widział nigdy by taki rytułał był przeprowadzany przez kogoś bez mocy psionicznych. Ośmiu psioników stało w transie wokól generatora. Kilkunastu innych stało dookoła. Za każdym z nich stał jeden żołnierz paktu ze sztyletem ofiarnym. W końcu inkantacja dobiegła końca i Esterach na cały głos wykrzyczał:

- KREW DLA KRWAWEGO BOGA!!! CZASZKI NA CZASKOWY TRON!!! NIECH TEN ŚWIAT SPŁONIE!!!

Na tą "komende" jego ludzie szybkim ciosem pozbawili psioników życia a ich energia życiowa zespoliła się z generatorem przeciążajac go.

Potężny strumień energii rozwalił sufit, kolejne poziomy pałacu i powędrował w niebo i dalej na orbite. Granica między światami zaczeła zanikać, by w końcu dać się rozerwać zgubnym mocom Chaosu. Wielki wir psionicznej energii otworzył się nad światem zalewając go swym okropieństwem. Zastępy demonicznych furii i innych okropieństw zstąpiły z niebios by móc utopić ten świat w krwi. Z wrót które otorzyły się obok Esteracha wyszedł mniejszy demon Khorna. Przebiegając zatrzymał się koło Esterach i skinął głową na znak uznania, po czym ruszyl w znanym tylko sobie kierunku.

Wyzwoleni szaleńcy psionicy mutanci i potwory wylewali się z pałacu, prosto na ulice gdzie trwaly walki. Zabijali wszystko co spotkali na swej drodze, nie miało dla nich naczenia czy walczą z gwardzistą, mieszkancem czy czolgiem. Wielu z nich zginęło bezmyślnie pakując się pod lufy karabinów czy dział. Khorna radowała rzeź jaką urządzają jego wyznawcy. Sam Esterach też dużo zyskał w jego oczach przeprowadzając tak jakże zuchwały można śmiało rzec szalony atak na Anais.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Matka przełożona wydała rozkaz do wszystkich sił stacjonujących na planecie by wycofały się do katedry. Niestety, przez wyładowania osnowy znaczna część żołnierzy nie otrzymała tego rozkazu a połowa z tych którzy go otrzymali została zabita przez fale heretyków i demonów. Potężna część mieszkańców i pielgrzymów uległa szaleństwu osnowy. Ulice masowo zaczęły przemierzać tłumy szaleńców, które zabijały każdego kto stawał na ich drodze. 1/5 sił PDF przeszła na strone wroga. Pozostałe siły jeśli jeszcze były przy życiu, trzymały pozycje starając się jak najbardziej opóźnić mroczny pochód śmierci. Masa ciał zalewała ulice. Pięknie zdobione kaplice stały się teraz plugawymi miejscami, gdzie oddawano cześć władcy czaszek z równą a nawet większą żarliwością od tej jaką wykazywali się wierni podczas modlitwy do Imperatora.

Fala ciał zalewała każdy posterunek, każdy bastion i każde miejsce, gdzie pozostawali ludzie wciąż wierni Imperatorowi. Przed praktycznie każdym bastionem, w którym znajdowało się działko obronne lub ciężki bolter, usypywały się całe góry trupów. Nie przeszkadzało to jednak ludziom przeć naprzód by w końcu zająć posterunek i zabić jego obrone.

Jedynymi miejscami, które wytrzymały ten nagły morderczy atak były trzy z pięciu wielkich manufaktoriów planety, garnizon główny gwardii i wielka katedra świętej Anais. Grube mury, a także wiara i oddanie żołnierzy i mieszkańców sprawiły, ż miejsce to nie padło pod naporem olbrzymiej ilośći nowych wyznawców chaosu i wojowników.

Najgorsze jednak były Krwawe Wilki. Ci opętani przez pomniejsze demony, zmutowani, psychopatyczni wojownicy potrafili ignorować największe obrażenia. Nic nie było w stanie powstrzymać ich ataku a walczyli tak długo jak długo mogli przelewać krew. Ze znalezieniem celów do opętania też nie było problemu. To miejsce stanowiło prawdziwy plac zabaw dla magów krwi.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Esterach nie lubił psioników, zawsze jakoś źle mu się kojarzyli ale Ravena polubił odrazu. Czy to z powodu uratowania życia, czy ze sposbu bycia. Raven też nie narzekał, mógł tworzyć Krwawe Wilki, które z taką ochotą rozrywały na strzępy wiernych Imperatorowi. Zajął miejsce dość wysoko w chierarchii magów przybocznych krwawego dowódcy, zwłaszcza po tym jak znalazł psionika, który wteleportował Esterach prosto do głównej kaplicy pałacu eklezji i złożył w ofierze dotychczasowego największego maga krwi jakiego Esterach miał w szeregach.

Raven tylko z wyglądu jest młody. W rzeczywistości pod młodą twarzą kryje się bardzo doświadczony i stary jak na człowieka, psionik.

Esterach był spotkał się z Raven'em w pałacu eklezji, który teraz robił za bazę operacyjną sił chaosu.

- Raven umiesz zdejmować zabezpieczenia z panerzy? - zapytał Esterach

- Zależy o jakim pancerzu mówimy. - odpowiedział Raven

- Mówie o inkwizycyjnym Ignatu'sie

- A skąd ty wytrzasnąłeś taki pancerz?

- Długo by gadać. Powiedzmy że nie dogadałem się z jednym z inkwizytorów i doszło między nami do sprzeczki z użyciem torped.

- Dobra, pokaż mi tego armora to może coś z nim zrobie.

Weszli do pokoju Esteracha, na stojaku, wisiał potężny panerz wspomagany, zdobiony runami i symbolami inkwizycji. Raven patrzył na niego przez dłuższy czas, potem podszedł do niego i zaczął uważnie go oglądać. Co jakiś czas rzucał wyrafinowane, godne psionika uwagi w stylu "Co za pojeb rzucał te zaklęcia?" lub "Kto to kurwa próbował odblokować?" po czym zaimponował Esterachowi niezrozumiałą filozoficzną sentencją "No żesz japierdole." Po około pół godziny odwrócił się, zajarał peta i powiedział głosem prawdziwego polskiego majstra

- Ok, panie nie wiem kto ci to tak zrobił, ale powinienś go wrzucić na ołtarz i złożyć w ofierze wsadzając rożażony pręt w dupe.

- Może i bym to zrobił, gdybyś go nie zajebał trzy godziny temu.

- Aha no to możesz mi podziękować. Bo tak koncertowo spieprzonej roboty to ja od czasów Herezji Horusa nie widziałem.

- Eee a mógłbyś jaśniej?

- No jaśniej to jest tak, że mocą którą on wpakował w ten pancerz to ja bym i sto takich otworzył a ten idiota nawet jednej runy nie ruszył.

- Że kurwa co? Przecież on na to z TYSIONC ofiar zużył a ty mi mówisz że on NIC nie zrobił?

- Eeee no tak jakby. Ale to w sumie dobrze, że ten pancerz jest tak napakowany.

- A niby co w tym dobrego?

- A no to że jak go teraz założysz to ty będziesz lepszy niż Pudzian.

- Ło kurwa.

- No właśnie.

- To czego potrzebujesz do "otwarcia" tej puszki?

- Ośmiu cheretyków o zdolnościach telepatycznych.

- No to akurat problem nie będzie.

- I otwieracza do konserw.

- Co?

- No puszke najlepiej sie otwiera otwieraczem do konserw.

- A skąd ja ci tu kurwa wezme otwieracz do konserw?

- No przecież masz - powiedział Raven wskazując na nóz ofiarny.

- Aaaa taki otwieracz.

- No pewnie że taki a ty co myślałeś.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mroczny rytuał był już gotowy. Raven wydrapał symbol ośmioramiennej gwiazdy i położył w jego środku pancerz. Osiem ofiar nad symbolem według porządku na przemian czterech mężczyzn i cztery kobiety, każda nad jednym z ramion. Byli przywiązani na ręce. Na klatkach piersiowych mieli delikatnie wycięte na skórze symbole chaosu. Były one zrobione tak by środek gwiazdy znajdował się na sercu.

Raven rzucał zaklęcia i przeprowadzał inkantacje. Najpierw podszedł do młodego na oko dzięwiętnastoletniego chłopaka, czarnowsłosego chłopaka o brązowych oczach i rzucając przekleństwo, wbił ostrze w jego serce. Jego oczy i żyły zapłonęły mocą, ciało zaczęło drżeć. Z czasem zaczęło gasnąć i gdy zgasnęło całkiem Raven wydobył ostrze. Następna w kolejce była dziewczyna w podobnym wieku. Miałą blond włosy i błękitne oczy. Raven nie zwracał uwagi na to kogo zabija. Z dużą siłą wbił ostrze w jej pierś. Z jej gardła wydobył się krzyk, stłumiony przez uchodzącą moc. Robił tak z każdą kolejną ofiarą. Krew powoli zalewała gwiazdę, docierając do pancerza. Runy płonęły, pancerz się bronił, runy były nałożone umiejętnie ale nie mogły się oprzeć mocy Ravena. W końcu przy ostatniej ofierze pancerz skorodował. W ułamku sekundy wspaniała zbroja stała się zardzewiałym kawałem żelastwa. Wtedy Raven zabił ostatnią "wybraną" i rzucił zaklęcie opętania. Zbroja zapłonęła żywym ogniem, dało się usłyszeć demoniczny ryk. Gdy ogień zgasł, w środku okręgu leżał poteżny zdobiony symbolami Khrona, ubarwiony w kolor czerni i zeschniętej krwi pancerz.

- Gotowe! - powiedział nie kryjąc satysfakcji Raven, po czym rzucił do Esteracha - Przymierzaj.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Siostry bitwy z pomocą adeptus arbites i siedemnastej kompanii gwardi imperialnej trzymały wątłą linię obrony przed wrotami do katedry. Przez ogień karabinów laerowych, karabinów boltowych i miotaczy ognia nie był wstanie się przebić żaden heretyk, nie wspominając o wsparciu immolatora i dwóch leman russów. Mury katedry były zbyt mocne dla ognia artyleryjskiego a bombardowanie orbitalne mogło zniszczyć szczątki świętej, dlatego też była to ostateczność.

Próbowano ze wszystkich sił lecz obrona wrót była nie do pokonania. Z resztą nawet pokonanie, obrońców bramy nie wystarczyło. Była jeszcze brama. Wysoka na ponad dwadzieścia, szeroka na około dwanaście i i grupa na pięć metrów. Wykonana ze stali, wzmacniana adamantium i osłaniana przez kilkanaście dział obronnych.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pierwsze z trzech ocalałych manufaktoriów zostało zatakowane przez grupę stalk-tanków. Ich podwójne boltery zdołały wybić wszystkich obrońców przed bramą. Brygady powietrznego okrucieństwa dokonały desantu, wybiły znaczną część obrońców i otworzyły bramę. Do środka wpadły siły heretyków. Wybiły wszystkich obrońców a ocalałych mieszkańców złożono w ofierze, ku chwale Khorna.

W świętej zbrojowni odnaleziono jednak coś jeszcze. Były to pancerze sióstr bitwy, które najwyraźniej tu tworzono. Miały jednak pewną cechę szczególną. Nie były one poświęcone. Nie przeszły przez ręce rzemieślników nakładających runy, ani nie konsekrowano ich świętymi olejkami. Esterach zabronił używać tych pancerzy pod groźbą rozstrzelania. Wszystkie zabrano na Litanię Krwi a do każdego z nich zabrano po jednym bolterze, tych jednak było znacznie więcej niż pancerzy, więc heretycy otrzymali nową potężną broń, do walki z imperialnymi.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kolejne manufaktorium padło pod naporem potężnej fali demonów mutantów i opętanych, która rozdarła bramę i zabiła wszystkich w środku, ku uciesze Khorna.

Demony dokonywały tu znacznie bardziej makabrycznych aktów niż Angar. Jeden z demonów chwycił dowódcę manufaktroium za gardło i rzucił go na kolana, po czym przebił jego ciało na wylot idąc wzdłuż kręgosłupa. Akty takie jak pożeranie żywcem, ćwiartowanie, podrzynanie gardeł, oskórowywanie, wyrywanie serc, czy tortury polegające na nacinaniu ciała w celu uzyskania jak największej ilości krwi były normą. Jeden z demonów dopadł młodą gwardzistkę, rozdarł jej pancerz, potem mundur, natepnie wyrwał pierś i pożarł ją na jej oczach. To była nierówna brutalna walka. Tak wielka ilość krwi i śmierci otworzyła kolejną wyrwę w osnowie, przez którą wdarły się kolejne mroczne byty.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Generał Karan od samego początku czuł, że ta wojna jest przegrana. Flota chaosu była zbyt dobrze zoragnizowana, atak był zaplanowany. Kiedy coś zaczęło wybijać jego żołnierzy w silosach laserowych nie posyłał do nich ludzi. Wiedział, że za nim do nich dotrą lasery będą zniszczone. Teraz gdy heretycy szturmowali jego twierdze, żałował że nie zarządził odwortu, natychmiast po podniesieniu alarmu w pałacu eklezji. Obrona byłaby znacznie skuteczniejsza i utrzymałaby się dłużej.

Karan dobył swojego miecza energetycznego i stanął na czele odziału, stojącego przed bramą. potężny ładunek wybuchowy rozwalił wrota. Nie było jednak wybiegającej z krzykiem armii zdrajców. Zamiast tego w chmurze dymu pojawił się jeden człowiek. W spaczonym mrocznymi mocami pancerzu Ignatus, eldarskim ostrzem w jednej dłoni i pistoletem plazmowym w drugiej. Za nim wszedł odział elitarnych żołnierzy paktu.

Zarówno żołnierze jak i ic dowódcy rzucili się na siebie. Obsługa dwóch stanowisk broni ciężkiej została zabita przez dwie zabójczynie kultu krwi. Miecze i topory nie stanowiły wyzwania dla noży i bagnetów. Żołnierze wdzierali się do środka walcząć z gwardzistami wewnątrz obiektu.

Esterach i Karan stanęli naprzeciwko siebie na polu bitwy. Esterach odrzucił swój pistolet plazmowy a Karan uczynił to samo ze swoim pistoletem boltowym.

Rzucili się na siebie w szale bitewnym. Wymienili kilka ciosów. Esterach sprawdzał wroga. Szukał słabego punktu. Jego nowy pancerz dawał mu znaczną przewagę nad przeciwnikiem. Jego cięcie w dowolną część ciała mogło zakończyć się śmiercią przeciwnika. Karan natomiast musiał celować w niewielkie punkty na pancerzu. Esterach ciął przeciwnika na ukos, ten jednak uniknął ciosu i skontrował uderzenie ciosem od góry. Esterach sparował to cięcie i wyprowadził sztych. Ostrze minęło cel o kilka centymetrów. Generał z trudem zaatakował swojego mrocznego oponenta. Był już zmęczony, z ledwością unikał ciosów, nawet jego determinacja niewiel tu pomagała. W końcu zamachnął się na Esteracha. Ten wykonał piruet i jak kot uniknął ciosu. Znalazł się za plecami generała, wykorzystał to błyskawicznie. Karan poczół jak potężne ostrze energeyczne przebija go na wylot. Następnie Esterach mocno uniósłe miecz w górę przecinając martwego już wtedy generała niemalże na pół.

Garnizon padł, ci z żołnierzy, którzy nie poddali się woli Khorna zostali zmasakrowani.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W trzecim manufaktroium produkowano kostury, olejki i inne "użyteczne" narzędzia "wiary". Esterach chciał po prostu zbombardować ten budynek z orbity. Z jakiegoś powodu Raven powstrzymał go od tego pomysłu prosząc by ten udał się z nim w tamto miejsce.

Wteleportowali się na dach budynku z kilkoma odziałami brygady śmierci. Wybicie gwardzistów na dachu nie stanowiło dla nich większego problemu. Pancerz dawał Esterachowi nadludzką siłę i zręczność. Raven kładł innyc przy użyciu swoich mocy psychicznych. Następne odziały wylądowały z valkirów. Esterach i jego ludzie przystąpili do metodycznego oczyszczania bazy z przeciwników.

W końcu wybili wszystkich gwardzistów.

- No dobrze. To możesz mi powiedzieć po cholere mnie tu przywlokłeś Raven?

- Powiedzmy że mam przeczucie.

Psionik zaczął przeszukiwać kolejne pokoje manufactorium, aż w końcu znalazł to czego szukał, skrzynie opatrzone symbolami inkwizycji. Gorączkowo zaczął sprawdzać ich zawartość. Esterach patrzył na niego z zaciekawieniem, które szybko przerodziło się w obojętność a potem w znurzenie, w końcu oboje przeszukiwali skrzynie, chociaż Esterach nie miał pojęcia czego szukać. W skrzyniach było wiele ciekawych przedmiotów, głównie pochodzenia w najlepszym razie heretyckiego. Znalazł tam między innymi amulet w kształcie ośmioramiennej gwiazdy. Gdy ujął go w ręce poczuł chęć założenia go na siebie, był ciekawy, będąc w gwardii w najlepszym razie mógł zobaczyć taki amulet. Teraz założył go na siebie. Poczuł przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele. Nie wiedział do czegło służy amulet ale, ponieważ nie słyszał ani głosów ani niczego podobnego nie widział powodów aby zdjąć amulet. W kolejnej skrzyni znalazł plecak odrzutowy Mk III "Płomienne skrzydło" dostosowane właśnie do panerzy Ignatus. Były ono pokryte runami chaosu i pomalowane na czarno, lecz gdy tylko Esterach założył je na plecy te dostosowały się kolorystycznie do pancerza.

- Tu jesteś sukinsynu! - wykrzyczał wreszcie Raven, był wyraźnie zadowolony

- Czego się drzesz. - powiedział Esterach lądując na swych nowych "skrzydłach"

- Skąd to masz?

- Znalazłem w tych skrzynkach.

- Masz jaja, ja nie odważyłbym się założyć Krwawej Gwiazdy.

- Czego?

- Tego medalika co go masz na szyi.

- Coś ci się w nim kurwa nie podoba?

- Poza faktem że ma własny umysł i jeżeli ten kto go wkłada mu się nie spodoba to go zabija? Nic.

- Czekaj czekaj, chcesz mi powiedzieć że to dziadostwo może mnie zabić?

- Mogło ale skoro tego nie zrobiło to teoretycznie nie masz się czego obawiać.

- Teoretycznie to ty już nie masz zębów

- Praktyczni też, te są sztuczne, prawdziwe wybił mi jeden marine.

- Pieprzeni magowie. A czy to cholerstwo ma jakąś przydatną funkcję?

W tej chwili Raven chwycił za spaczony artefaktyczny bolter leżący w jednej ze skrzyń i oddał w jego kierunku serię strzałów. Pociski rozbiły się o niewidzialne do tej pory potężne pole siłowe.

- Taką.

- Zrób tak jeszcze raz i masz wpierdol. Ehhh lepiej pokaż co tam dorwałeś.

Wtedy czarownik wydobył ze skrzyni potężny bogato zdobiony kostur psioniczny, pokryty runami chaosu ze sporym czerwonym kryształem na samej górze. Stanowił on tęczówkę i źrenicę oka, które stanowiło główne zdobienie kostura.

- Ładny pręt.

- To nie jest pręt tylko super-duper-mega-giga-wypasiony-w-chuj kostur psioniczno-bitewny.

- Aha i co ci to daje?

- Zobaczysz.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wszystkie punkty oporu padły. Przed Esterachem i Ravenem został ostatni przystanek. Katedra św. Anais.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Matka przełożona jak ostatnia obrończyni bramy pada pod naporem heretyków i znika w ich tłumie. Działa automatyczne i boltery strzelały przez cały czas, nawet pomimo ryzyka przegrzania i wybuchu. Z ławek i figur ułożono barykade przed wejściem. Każde piętro było obstawione przez odziały ocalałych gwardzistów, adeptus arbites i sióstr bitwy. zwykli ludzie także pomagali w przygotowaniach, bądź co bądź im także zależało na swoich życiach. Spowidnik i misjonarze chodzili wśród ludzi odprawiając procesje i dokonując spowiedzi.

Matka przełożona wraz ze swymi najwierniejszymi siostrami zajęła pozycje na samym szczycie katedry przy zwłokach świętej. Były gotowe oddać życie za Anais.

Katedra była ogromna. Bez trudu mieściły się w niej czołgi i inne pojazdy, toteż walka będzie zacięta. Był to ostatni bastion wiary na tej potwornej planecie.

Teraz gdy już wszystko było gotowe pozostawało tylko czekać.

- Matko Celest? - odezwała się bardzo młoda siostra, dopiero co skończyła okres swojego nowicjatu.

- Tak Layro? - odpowiedziała łagodnym głosem przełożona

- Zginiemy tutaj prawda?

Celest nie odpowiedziała, nie chiała odpowiada, dziewczyna patrzyła na nią inne siostry, które wyraźnie oczekiwały odpowiedzi także na nią patrzyły. Wcześniej za samą taką myśl dziewczyna wylądowałaby w pokutniku. Teraz jednak nawet Celest nie wierzyła w zwycięstwo. Koszmary nękały ją od kilku tygodni. Ostatnio nasiliły się jeszcze bardziej. Wszystkie jej siostry czuły się osłabione i zmartwione. Morale wisiało na włosku, a teraz miało posypać się całkiem, za sprawą jednego psionika...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Raven z trudem wylądował na stromym dachu katedry. Dla Esteracha i odziału BPO wylądowanie tutaj nie było najmniejszym problem. Z ogromnego budynku rozciągał się świetny widok na całe miasto, w tym pałac Eklezji.

Angar spojrzał w dół. Kształyty mniejsze od mrówek stale napierały na gargantuicznych rozmiarów bramę.

- Dlaczego po prostu się tam nie wteleportujemy? - zapyał doskakując do Ravena.

- Nie wiem. Coś blokuje moją moc, może to ten cholerny spowiednik, ale nie jestem pewnien. W każdym razie dopóki nie dowiem się co to jest teleportu niet.

- Dobra Raven rób tą swoją magię. - powiedział Esterach

Tak zwana "magia" ograniczyła się do uderzenia kosturem w sufit katedry, z ogromną mocą zarówno fizyczną jak i psychiczną. Potężny kawałek gruzu spadł prosto na jedego z dwóch strzegących Anais pokutników. Maszyna była tylko lekko uszkodzona, lecz jej pilot był martwy. Celest była wściekła, miała ochote rozerwać tego kto był za to odpowiedzialny na strzępy. Wtedy Esterach wleciał do środka na swoim plecaku odrzutowym. Tuż za nim wleciał cały odział zdrajców, potem kolejne. Wszyscy byli uzbrojeni w najróżniejszy oręż, do walki w zwarciu i wręcz. Angar odnalazł w manufaktorium piekielny energoszpon, który należał do zdradzieckiego generała.

Celest patrzyła Esterachowi w oczy, poznała go bez trudu, poznała też uczucia jakie nim teraz targały. Złość smutek, żal i gorycz wylewały się z niego. Oczy zdawały się płonąć, krwawe runy na pancerzu stały się jakby jaśniejsze. Spowiedznik Aran był przerażony tym widokiem, Celest była nim bardzo zasmucona. Obwiniała się "To moja wina." myślała, "Gdyby nie moje słowa nie opowiedziałby się przeciw Imperium." Myśli były nieznośne tym bardziej że były prawdą, nie była w stanie ich odegnać.

Esterach dobył swej eldarskiej klingi i zrobił krok w przód. "Honorowy pojedynek." Przebiegło przez jej głowe. Zawsze dawał przeciwnikowi szanse zginąć z honorem. Nic dziwnego, żę stoi po stronie boga krwi. Celest już miałą dobyć miecza, ale wtedy jednej z celestian puściły nerwy i wypaliła pocisk z boltera prosto w Esteracha.

Pocisk rozbił się na potężnym polu siłowym, Esterach nie pozostał dłużny. Naładowany pocisk plazmowy trafił kobiete prosto w twarz. Była martwa zanim upadła na ziemie. Jego ludzie rzucili się na siostry...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tymczasem na najniższym poziomie brama osiągnęła szczyt wytrzymałości i ustąpiła. Przez powstałą wyrwę do środka masowo wlali się heretycy. Byli oni natychmiast masakrowani przez działka i boltery a także czołgi stojące na najniższym poziomie, lecz było ich zbyt wielu by ich zatrzymać.

Z resztą Pakt nie dysponował wiele gorszym wyposażeniem. Działa laserowe i stalk-tanki stale powiększały wyrwę. Z czasem do środka mogły dostać się pojedyńcze pojazdy. Pakt wolał jednak nie ryzykować zatamowania przejścia więc poszerzył jeszcze bardziej wyrwę, po czym immolator uzbrojony w dwa sprzężone działa melta które mogły strzelać na znacznie większy dystans od swych ręcznych odpowiedników ostrzelały dwa stojące na przodzie leman russy.

Do środka wpadły dwa Stalk-tanki, które swoimi ciężkimi bolterami zmasakrowały obrońców na pierwszych barykadach. Za nimi do środka wdarł się jeden leman russ. W katedrze na heretyków czekała jednak niemiła niespodzianka, w postacie czterech immolatorów. Sprzężone miotacze melta odcięły nogę jednego z stalk-tanków, a następnie go usmażyły. Drugi nie dał się podejść tak łatwo. Skutecznie unikał swojego przeciwnika, "biegając" po katedrze i zabijając każedeg kto się nawinie.

Wtedy właśnie jeden z immolatorów został rozwalony prze leman russa. Do katedry zdążyły wjechać już trzy. Imperium wciąż miało tu trzy immolatory i dwa lemany ale i tak wynik tej bitwy wydawał się być przesądzony. Do środka wlewała się cała armia heretyków, kierowana przez demagogów paktu. W rezultacie wszyscy poruszający się pieszo obrońcy byli bez szans.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tymczasem na najwyższym piętrze walka trwała w najlepsze. Siostry serafin latały nad głowami walczących heretyków ścierając się z jednostkami na grawochronach. Miały trudne zdanie, gdyż heretycy byli liczniejsi i mieli znaczne wsparcie "z dołu".

Pokutnik rozrywał przy użyciu swych pił każdego kto stanął mu na drodze a miotacze ognia skutecznie podgrzewały atmosferę. W końcu gdy maszyna rozerwała jednego z jego adiutantów, Angar z wściekłością rzucił się na maszynę. Przebiegł pomiędzy jęzorami ognia, cudem unikając spotkania z wielką piłą tarczową i rzucił się prosto na "maszyniste" pokutnika. Dopadł ją i zadał jej kilka ciosów w brzuch, swym potężnym energo-pazurem. Następnie wyrwał ją z obwodów maszyny i cisnął o ziemie. Kobieta zawyła z bólu i zemdlała a maszyna stanęła nieruchomo. Angar dopadł pilotke i upewnił się, że ta już nie wstanie. Musiał się upwenić około osiemdziesięciu razy swoimi szponami.

Esterach skoczył na swym plecaku odrzutowym i złapał w locie jedną z serafin, po czym przebił ją mieczem. Dziewczyna lecąc bezwładnie rozbiła się o jedną z kolumn i zniknęła w kuli ognia. Nastepnie mroczny dowódca skoczył do Ravena, który miał wyraźne kłopoty z całym odziałem repentia. Esterach przeleciał nad nim, odrąbując łeb jednej z nich i zabijając drugą strzałem z pistoletu plazmowego w głowe. Raven wykorzystał ich zdezorientowanie, zebrał moc i zabił je potężnym łańcuchem piorunów.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Podczas gdy na dole trwał proces dorzynania obrońców, heretycy już szturmowali kolejne piętra katedry. Krew lała się po pięknych kafelkach i bryzgała po zdobieniach, witrażach, freskach i innych malowidłach. Wielki symbol wiary, powoli zmieniał się w wielki symbol utraconej nadziei i śmierci.

Katedra była wypełniona zwłokami obu stron. Parsifal prowadził właśnie szturm od dołu. Korzystał ze znacznie lepszej pochodzącej z ery mrocznych techbologii karabinu laserowego kasrskinów z Caidii dzięki czemu bez trudu wybijał nawet najlepiej opancerzonych przeciwników.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W końcu do tego doszło. Esterach i Celest spotkali się na polu bitwy. Matka przełożona zobaczyła jak zdrajca skręca kark spowiednikowi Aranowi. Wpadła w gniew, z całą swoją siła i determinacją rzuciła się na Esteracha. Ten bez trudu ominął kierowany furią atak. Wymienili kilka bardzo szybkich ciosów. Z ich ostrzy energetycznych sypały się iskry. Celest zasypała Esteracha gradem ciosów, z góry dołu boków i na ukos. Ten bez trudu je parował. W końcu postanowił przerwać tę sekwencję wyprowadzając sztych. Celest odskoczyła w ostatniej chwili. Ostrze minimalnie drasnęło ją w brzuch.

- Zdrajca. - syknęła

- Ja zdrajcą!? - krzyknął Esterach

Po tych słowach zalał ją gradem ciosów, podobnym do tych które zadawała ona przed chwilą. Różnica była taka, że Celest z ledwością parowała jego ciosy i nie wyprowadziła kontrataku. Esterach w końcu zamachnął się i uderzył w nią całą mocą. Siła tego uderzenia wytrąciła jej miecz z ręki. Esterach kopnął ją, tak że ta poleciała na plecy z trudem łapiąc oddech.

- To wy mnie zdradziliście! Wy i wasz pieprzony... świętoszkowaty... nędzny... żałosny... zakon! - każda przerwa wynikała z faktu uśmiercania kolejnych sióstr, które chciały ratować matkę.

Celest cofała się, starała się uciec, w końcu poczułą za plecami ostrze bojowe sióstr repentia. Chwyciła je i bez zastanowienia rzuciła się na Esteracha krzycząc

- Nie doszłoby do tego gdybyś nie zlekceważył rozkazu!

Nie zdążyła go uderzyć. Chwycił ją za twarz i uderzył jej głową o pobliską kolumnę. Puścił ją, osunęła się na ziemię. Była nieprzytomna. Ostatnie co pamiętała to stojący nad nią Esterach.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ocknęła się. Było jej zimno, czuła ból w klatce piersiowej. Było jasno, świetlne refleksy buży osnowy powoli znikały, niebawem miała odejść całkiem. Czuła twarde podłoże, zorientowała się że klęczy i że jest naga. Próbowała się ruszyć ale nie mogła. Wtedy też zobaczyła jasne obręcze na nadgarstkach.

Esterach stał przed nią stale się jej przyglądając. Widziała uśmiech na jego twarzy, był to uśmiech cyniczny, mroczny, napawający lękiem.

- Gdzie... gdzie ja jestem? - pytała zachrypłym, słabym głosem.

- Nie poznajesz? Jeszcze kilka godzin temu ty i twoje siostry dzielnie stawałyście tutaj w obronie Anais.

Wtedy dopiero dostrzegła przywaloną głazami rękę pokutnika i drugiego, stojącego bez pilota. widziała zniszczony ołtarz i zbesczeszczone nagie ciała swoich sióstr, ktre robiły za chorą i makabryczną dekorację "świątyni". Celest poczuła łzy spływające po policzkach, niebawem łzawienie przerodziło się w szloch a szloch w płacz. Nie wiedziała co sprawia jej większy ból, utrata świętej, czy swoich sióstr.

- Nie martw się nie będziesz już długo cierpieć. Raven! Wiesz co robić.

Celest poczuła jak dwie obręcze unoszą ją wysoko nad ziemie. Coś wbijało się w jej pochwę. Coś ostrego i chropowatego. Zagłębiało się co raz bardziej zadając jej co raz większy ból. Celest nie wiedziała, że została nabita na pal zrobiony z ciała świej Anais. Czaszke, klatke piersiową, łopatki, ręce i nogi świętej zabrano i zrobiono z nich ołtarz, który znajdował się w miejscu grobu świętej. Natomiast przez szpik w kręgosłupie zastąpiono metelowym prętem. I to właśnie na ten kręgosłup nabijała się teraz Celest, od kości ogonowej, aż po sztucznie umieszczoną niżej miednice, na której jej ciało miało się zatrzymać, bo jak twierdzi Raven tak jest ładniej. Ponieważ Anais była dość niska, Celest nie została przebita na wylot, sporą część "miejsca" zajmowała też miednica, więc była matka przełożona zatrzymałą się gdy ostrze doszło do łączenia płóc. Celest umierałaby długie dni... no właśnie, umierałaby...

Nagły strzał z boltera trafił ją w serce i szybko pozbawił życia.

- LAYRA! - krzyknął Raven

- No co? nie mogłam wam pozwolić żebyście tak ją potraktowali. Jakby nie patrzeć to ona mnie wszystkiego nauczyła.

Młoda siostra bitwy w czerwono-czarnym pancerzu ozdobionym runami Khorna z uśmiechem spojrzała na swoich dowódców. Miała czarne włosy średniej długości i lewe oko nie miało tęczówki a prawe miało ślad po cięciu, jednak było ono zapłytkie by ją oślepić.

Wtedy na plac wleciała Valkiria, wysiadł z niej Angar i krzyknął.

- Nosz cholera ile można na was czekać? Parzcie się tam czy jak? - trafienie z przeklętego boltera tuż nad jego głową szybko zniechęciło go do dalszych żartów.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Esterach wszedł na mostek Litanii Krwi. Tam czekał już na niego admirał Nial ze swoim paskudnym, żółtym, przyozdobionym cygarem uśmiechem.

- No Etogaurze Esterach! To dokąd nas zabrać?

- Do światów sabbat przyjacielu! Lecimy do domu! - odpowiedział Esterach odwzajemniając paskudny

Bitwa 3

uśmiech.

Silniki odpaliły się a Litania Krwi i reszta floty chaosu zniknęła w osnowie...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.