FANDOM


Pajęczy Trakt, M41

Walka była naprawdę ciężka. Z siemiu Inkubów, którzy towarzyszyli Drazharowi nie przeżył żaden. Prawdopodobnie straty byłyby mniejsze jeżeli walczyliby tylko z tymi demonami (które wzieły się nie wiadomo skąd).
Hormagaunts
Jednak do walki dołączyły się równierz Hormaganty, tyranidzkie jednostki które trafiły do Pajęczego Traktu po Bitwie o Durien. Teraz na tym pełnym różnych ciał pobojowisku stał Drazhar i zastanawiał się, co zrobić teraz. Po prostu tam wejdzie i powie: "Zabierzcie mnie do swojego przywódcy"? Od razu zaczną do niego strzelać a on będzie zmuszony ich zabić. Niezbyt dyplomatyczne rozwiązanie. Z resztą, Vect powinien przyslać razem z nim jakiegoś dyplomatę a nie prostego żołnierza. Fakt fatkem, że ten dyplomata zostałby rozerwany na strzępy przez demona lub tyranida, ale wtedy przynajmniej Drazhar miałby jakąś wymowkę, by nie iść dalej. Drazhar spojrzał na stojący obok niego portal, który miał go zaprowadzić do głównej bazy nieprzyjaciela.

- A zresztą...- powiedział sam do siebie, po czym wskoczył do portalu

Przedmieścia Stolicy, Państwo Oświeconych, Pajęczy Trakt, M41

L'owi udało się uciec w samą porę. Dzięki swoim zdolnościom jako jedyny nie został pojmany więc może teraz uratować swoich towarzyszy. Albo zostawić ich w cholerę, choć wtedy może zapomnieć o kasie. Rozmyślania L'a przerwała obecności Eldarów, z którymi Mandragor walczył w Ruinach. Prorok i Egzarcha nieśli na plecach ranną Arlekinę, chowając się jednocześnie przed wojskami Oświeconych.

- Tak, tak, czuję go.- powiedziała Arlekini- Jest tutaj, opieram się mu z niemałym trudem.

- Jesteś w stanie nas do niego doprowadzić?- spytał Asur

- To ryzykowne- powiedział Egzarcha- Powinniśmy ją teraz zabić.

- Jak mozesz tak..

- Wiedziałeś że do tego dojdzie, Proroku.- wściekł się Egzarcha- Musimy ją zabić, póki jeszcze jest w stanie opierać się Cegorachowi. A im bliżej jesteśmy, tym silniejszy on ma na nia wpływ.

- Myślę że mądrzej byłoby jej jednak nie zabijać, żeby jeje dusza nie wróciła do Cegoracha.- powiedział wciąż niewidzialny L

Asur, Egzarcha i Arlekini podnieśli bronie.

- Spokojnie, spokojnie- powiedział L, po czym stał się widzialny- Nie jestem wrogiem.

- Mandragor? Co ty tutaj robisz?

- Byłem w grupię Mrocznych Eldarów z którą się tłukliście. Niestety, zostali oni złapani przez tych Oświeconych.

- I czego do nas oczekujesz?- spytał Egzarcha- Pomocy? Ci mroczni zabili wielu moich dobrych towarzyszy!

- Było mineło i przestań się drzeć bo was wykryją- powiedział L- Mogę was wprowadzić do Stolicy. Wy w zamian robicie dość duży bałagan, by nikt nie zauważył jak ja ich uwalniam. Potem razem niszczymy Jaghataia Khana i każdy pójdzie w swoja stronę, ok?

- Ty wciąż myślisz, że w tym wszystkim chodzi o zabicie jednego człowieka?- spytał Asur

- Nic mnie to nie obchodzi! Ja chcę tylko dostać pieniadze za dobrze wykonaną robotę. Więc jak, pokój?

- Pokój.- odpowiedzieli wszyscy Eldarzy.