FANDOM


"Wilcza Nora", Pajęczy Trakt, M41

Rozkaz był w miare jasny: załatw to dyplomatycznie, nie używaj siły. Cóż w teorii brzmi łatwo, ale co zrobić, gdy Kosmiczni Marines sami się na ciebie rzucają? Dla Drazhara najbardziej dyplomatyczną rzeczą jaką zrobił, było powalenie ich, zamiast rutynowego zabicia. Gdy hierarcha-inkub powalił czwartego Marine, przyszedł do niego sam Wilk ze swoją
Primarch Leman Russ-Great Crusade
obstawą.

- To ciebie zwą, Leman Russem?- spytał Drazhar

- Tak, choć od stuleci nikt mnie tak nie nazywał- odpowiedział Russ- Przyszedłeś tutaj po śmierć?

- Nie, zdecydowanie nie.

- Więc podaj cel swojej wizyty.

- Jaghatai Khan.

Russ zamarł. Przyglądał się Mrocznemu Eldarowi, próbując odgadnąć jego zamiary.

- Wysłał cię tu, byś mnie zabił?

Drazhar kompletnie zignorował pytanie.

- W Stolicy znajdują się moi sprzymierzeńcy oraz wrogowie Państwa Oświeconych. Większość ich sił zbrojnych została wysłana do Czarnej Biblioteki, by ją zdobyć. To szansa, na ostateczne pokonanie Cegoracha.

- Myślisz że nie próbowaliśmy wcześniej? 57 najazdów na Stolicę i pomniejsze wioski Państwa Pierdolonych Oświeconych i co z tego mam? Przybyło ze mną 12 najdzielniejszych wojowników a dziś zostało ich tylko 5, choć tego ostatniego nie widziałem od czasu jak wysłaliśmy go na zwiady.

Drazhar domyślił się, że piąty Marine został złapany przez Mrocznych Eldarów.

- Tym razem będzie inaczej. Nasze zadanie sprowadzać się będzie do zabicia Oświeconych, z twoim bratem na czele. Resztę wykona za nas armia Kabały Czarnego Serca, która zmierza wprost na Stolicę.

- Czym jest Kaba... a nieważne. Dlaczego sądzisz, że ja i moi wojownicy ci pomożemy, Xenosie.

Hierarcha-inkub spodziewał się takiej odpowiedzi.

- Ponieważ jesteśmy waszą jedyną nadzieją.

Stolica, Państwo Oświeconych, Pajęczy Trakt, M41

- Jak pewnie zdążyliście się domyśleć, nie jestem eldarskim bogiem- powiedział Cegorach- Jestem jednym z C'tan. Ostatnim który pozostał.

Lelith Hesperax pochyliła się nad uchem Rias i szepneła jej parę słów.

- Moja pani sądziła, że wszyscy C'tan zostali rozbici na Odłamki, miliony lat temu- powiedziala Rias

- Zgadza się. Jednakże ja przetrwałem, nieprawdaż, Nekrotycie?

Uwaga wszystkich obecnych skupiła się na Karadorze, który nie chciał nic mówić.

- Milczysz? TO do ciebie niepodobne! No dalej, opowiedz o tym, jak zniszczenie mnie miało być początkiem Buntu przeciw C'tan! O tym jak zawiodłeś i o tym, że  '''''jako jedyny nie podołałeś swojemu zadaniu!

Karador wciąż milczał.

- Nie bądź dla siebie taki surowy. Jako jedyny w C'tan umiałem przewidzieć przyszłość, więc miałem nad tobą nieuczciwą przewagę. Mimo to, twój atak mnie zaskoczył. Według moich wizji powinien zacząć się wcześniej, zupełnie jakby Milczący Król, albo ktoś inny przewidział choćby część moich planów. Jednakze, to teraz nie ma znaczenia.

- Jak udało ci się zadomowić wśród eldarskich bóstw?- spytał Tahril

- Jak mówiłem, spodziewałem sie zdrady tych blaszaków zanim ona jeszcze nastąpiła. Dlatego zawsze jak walczyłem z jakimś Predwiecznym, miałem ze sobą zrobiona na zamówienie, miniaturową wersję Labiryntu Hipersześciennego. Po pokonaniu Przedwiecznego, wciągałem go do innego wymiaru, który nazwałem Bastionem. Zebrałem ich trochę a po buncie zdołałem się ukryć na obrzerzach Galaktyki. Gdy byłem bezpieczny, wchodziłem do Bastionu i modyfikowałem pamięć Przedwiecznych. Sprawiłem, że uwierzyli że jestem jednym z nich. Parę sztuczek ktorych nauczyłem się od Mephet'ran'a pozwoliła mi zwodzic równierz Eldarów. Planowałem uczynić im coś na wzór biotransferu i ulokować ich lojalność wyłącznie wobec mnie. Przeszkodziły mi narodziny Slaanesha. Ucieklem przed nim do Pajęczego Traktu gdzie napotkałem małą osadę ludzkich niewolników, którzy po Upadku zostali bez panów. Z radościom wypełniłem te pustkę i w ciągu paru stuleci wybudowali Stolicę. A potem...

- A potem co?- spytał Aldred

- A potem przybył do mnie Wielki Uciekinier.