FANDOM


Planeta Scidio, Sektor Scide, Segmentum Ultima.

Po ruchliwych ulicach miasta Tiso przechodziły tumany ludzi, wołający handlarze zapraszali do swych bazarów, wysokie budowle o smukłych wieżach, dodawały Ihanowi oraz jego synu otuchy. Idąc powoli ojciec i syn rozmawiali o dzisiejszym dniu.

- Tatusiu, dzisiaj nareszcie jest ten dzień moje ósme urodziny, - krzyczało pogodnie dziecko – już za niedługo będę taki wielki jak ty i twoi koledzy z wojska!

- Oczywiście syneczku na pewno. Chcesz abym kupił ci coś słodkiego?

- Tak, tak, proszę! – dziecko krzyczało ze szczęścia.

Ihan podszedł do jednego z kupców i poprosił o paczuszkę cukierków.

-To będzie siedem imperialnych kredytów, proszę Pana. – odpowiedział cukiernik, patrząc z uśmiechem na młodego panicza.

- Bardzo proszę Pańskie, siedem kredytów – mężczyzna podał siedem sztabek – do widzenia.

-Do widzenia! - odpowiedział chłopiec.

Szli powoli, rozkoszując się chwilą bycia razem jak prawdziwy ojciec i syn, zajadając słodycze młodzieniec wskazał niebieskie niebo.

- Patrz, patrz! Statki, ogromne statki kosmiczne! Co one tu robią?

- Kan, na pewno nas pilnują, nie chcą aby stało się nam coś złego. – powiedział Ihan z ogromnym uśmiechem na twarzy.

Kontynuowali marsz spoglądając na okręty. Było ich pięć, masywnych oraz długich. Jeden z nich się wyróżniał był dłuższy od wszystkich, nie dziwota zresztą każdy flagowy krążownik odróżnia się od zwykłych niszczycieli.

Admirał Bennd Datm spoglądał przez ogromną szybę mostka na planetę, tętniącą życiem , piękną, połyskującą od licznych drapaczy chmur. Wysoka sylwetka oparta była o barierkę. Nagłe rozmyślania Bennda przerwał Pierwszy Oficer Pokładowy Ratin.

- Sir, otrzymaliśmy pozwolenie. Czekam na rozkazy.

Datm pochylił głowę, wiedział co musi zrobić, pomimo okropnego ścisku w gardle wypowiedział.

- Rozpocząć procedurę.

Pierwszy Oficer podszedł do dźwiękoszczelnej komórki łącznika radiowego, wydał polecenie i podszedł do własnego terminalu łączności wewnętrznej okrętu. Tymczasem Admirał spoglądał przez wizjer myśląc o swej żonie będącej na powierzchni.

- Lewa burta, rozpocząć procedurę. Ładować i czekać na sygnał. – Ratin popatrzył na Bennda –Sir, czekam.

Ręce dowódcy zacisnęły się jeszcze mocniej na barierce, do oczu cisnęły się łzy, jednak po mimo to wiedział co musi zrobić, musi to powiedzieć.

- Imperatorze – powiedział szeptem – wybacz mi. Ognia.

Ratin potrząsnął głową i pochylił się nad mikrofon.

- Ognia!

To uczucie było silniejsze niż wszystko, potęgowały je jeszcze myśli Admirała. Łzy polały się po policzkach, serce ścisnęła kamienna ręka, po głowie chodziła jedynie jedna składna myśl. ‘’Ponad siedem miliardów, ponad siedem miliardów ludzi których przyrzekłem strzec i osoba której ślubowałem bezgraniczną wierność”. Nagle wszystkie pięć statków otworzyło ogień.

Przed szybą pomknęły ogromne pociski wyładowane czymś, czymś strasznym, okrutnym i bestialskim. Pożeracz Życia, mknął w stronę planety.  Na mostku panowała cisza nikt się nie odzywał, jedyne co dało się słyszeć to skowyt i lament wysokiego oficera. 

Pociski doleciały na planetę. Wirus został uwolniony rozpoczął swe krwawe żniwo. Ludzi zaczęli się rozkładać żywcem. Skóra powoli rozpuszczała się, oczy zanikały, a przeraźliwy krzyk dało się słyszeć wszędzie. Ihan objął syna, swój największy skarb, jedyne co mógł zrobić to objąć go jak najmocniej i modlić się za dusze wszystkich.

Z orbity wszystko wyglądało jakby planetę pochłaniała zielona mgła. Nadszedł moment na ostatnią część. Pożogę. Z burty statku flagowego pomyła jedna wiązka laserowa. Wchodząc do atmosfery podpaliła wytworzone gazy, Scidio właśnie przestało istnieć trawione przez piekielny ogień.

Admirał dalej płakał myśląc ‘’Czemu ja? Dlaczego? Dlaczego akurat JA musiałem to zrobić, czemu!? Czemu JA tu stoję, nie tam na dolę!? Sprowadziłem zagładę na niewinnych, w imię kogo JAKIEGOŚ ZASRANEGO TETRYKA Z INKWIZYCJI?!’’

Admirał Bennd Datm upadł na kolana  jego długa peleryna opadła na dalej trzymającą poręcz rękę. Oparł głowę. Dalej płacząc, przytłoczony swą powinnością.