FANDOM


Sister hospitaller by pvtserrano-d3bb03b
Galan Fensel podszedł do zlewu i zanurzył brudne od krwi ręce w krystalicznej wodzie, dokładnie je pukając. Zawsze uważał iż praca w wojskowym lazarecie jest ciężka  ale za to jak przyjemnie jest widzieć rannych wracających do zdrowia. Ich uśmiech to coś nie do zapomnienia  zwłaszcza w momencie  gdy stan pacjenta był krytyczny.

Nagle coś kazało medykowi przerwać rozmyślanie i wylać brudną wodę. Odkręcił kurek , wytarł ręce w biały ręcznik po czym wszedł do głównej sali szpitala. Pomieszczenie było skromne oraz nie duże, strop wisiał około 3 metry nad głową Galana, który podszedł do łóżka po lewej. Leżał na nim jego dobry kumpel Trawier, obejrzał okropną ranę po szrapnelu odruchowo się skrzywił na myśl o możliwej śmierci towarzysza.

- Siostro! – Krzyknął.

Siostra była ubrana w biały kitel zapięty na ostatni guzik, co kontrastowało z faktem iż Galan miał go jedynie lekko zarzuconego na mundur

- Proszę zmienić opatrunki i podać kroplówkę. – Powiedział z nadzieją w głosie.

Nagle ktoś trzasnął drzwiami, był to sierżant Mekins z kolejnym rannym.

- „Igła” chodź tu szybko bo ten koleś się wykrwawi zaraz.

Doktor podbiegł do sierżanta i odebrał rannego rozkazując sanitariuszom położyć poszkodowanego na ostatnim wolnym łóżku w pomieszczeniu wydając przy tym kilka standardowych komend typu oczyścić dokładnie ranę i tak dalej.

- Cholera już się bałem że go nie doniosę na Imperatora. – Powiedział Mekins wyciągając paczkę papierosów oraz wysuwając jednego w stronę „Igły”

- Nie dziękuje ja nie pale zwłaszcza w szpitalu to szkodzi pacjentom. – Był to standardowy tekst w momencie gdy ktoś proponował mu papierosy. – A tak poza tym to co na froncie?

-  O stary sieka jest niemiłosierna Eldarzy nacierają na nasze linie nie wiadomo skąd, dochodzą do tego te przeklęte orkowe bandy.

- Nie zbyt dobrze zważając na fakt że moje siedemdziesiąt miejsc w lazarecie jest zajętych.

- Eee, zawsze dawałeś sobie z tym rady. – Po tych słowach oboje wybuchli śmiechem.

- Masz racje, tylko obawiam się ile znajomych twarzy zobaczę na moim stole operacyjnym lub w drodze do krematorium.

Po tych słowach sierżantowi zrzedła mina. Galan nienawidził tego typu sytuacji, czuł się bezradny gdy widział konających przyjaciół i w dodatku mówił im zawsze „Wszystko będzie dobrze nie martw się, ja to naprawie”. Zapadła cisza i po paru sekundach Mekins wyszedł pozostawiając lekarza samego.

Od tego spotkania minęła godzina żmudnej pracy dla „Igły”. W chwili gdy kierował się na zaplecze drzwi zostały otworzone z ogromnym hukiem, a do sali wdarła się dziesięcio osobowa grupka Eldarów. Zaskoczony Galan sięgnął do kabury i ku jego zdziwieniu nie miał przy sobie pistoletu laserowego. W tym samym czasie wojownicy Xenos doskoczyli do łóżek mordując rannych. Fensel nie mógł uwierzyć w to co widzi to była … rzeź. Nagle jeden z napastników doskoczył do bezbronnego medyka przebijając na wylot mieczem prawą stronę mostka, upadłszy na ziemie zdał sobie sprawę że oprawca przebił mu prawe płuco oraz złamał trzy żebra.

Leżąc bezwładnie na ziemi, czuł jak ucieka z niego życie, jak traci oddech. Obcy dokończyli dzieła w mniej niż pięć minut.  Po akcji do leżącego podszedł wysoki oraz ubrany w złote szaty Eldar, chwycił go za kitel i postawił na nogach przyjrzał się uważnie i powiedział „Ten jest dobry weźcie go”

Dwóch gwardzistów chwyciło Galana Fensela za ramiona i wyprowadziła z jego niegdyś bezpiecznego azylu. Na zewnątrz panował chaos pod ścianą leżało trzech gwardzistów zaś naprzeciw niego dwaj Edarzy pochylali się nad rannym wojownikiem niechlujnie próbując zatamować krwawienie z rany kutej. „Prawdopodobnie bagnet” stwierdził w myślach

Osamotniony sanitariusz zastanawiał się dla czego taka pradawna rasa ma tak słabo rozwiniętą medycynę polową. Widząc nieudolne ruchy sanitariuszy nie mógł znieść faktu że ktoś nie ważne kto cierpi. W duchu powiedział ”Cholera, Imperatorze dla czego akurat ja żołdak dostałem tą pieprzoną empatie”. Nie wiedzieć czemu zlekceważył rany i wyrwał się z uścisku strażników podbiegając do rannego. Straż rzuciła się za nim ale mimo to Fensel zaczął.

- Dajcie jakiś bandaż i wodę. – W oczach obcych zatliły się ogniki gniewu- Dawać mi to bo zginie!

Nic nie dali ale mimo to wyciągnął z kieszeni kitla jakiś stary materiał i przyłożył do rany, zaczął ją uciskać. Po paru sekundach na miejscu pojawiła się eskorta szarpiąc człowiekiem w celu oderwania go od rannego. Czuł jak siły ponownie odchodzą, rana znowu zaczęła krwawić . Tym razem jedynie zakaszlał po czym ujrzał nieprzeniknioną ciemność.