FANDOM


Umocnienia szóstego posterunku prezentowały się doskonale, Mekinsa zdziwił fakt iż okopy utrzymane są w idealnym ładzie, zaś bunkry były metodycznie obłożone workami z piachem. Linia umocnień Drugiej Kompani zwanej potocznie „Głosem Imperatora” rozciągała się na 5 kilometrów, mniej więcej na środku wznosił się bunkier dowódczy. Nie minęło 5 godzin od spotkania sierżanta z generałem, a wszystkie jednostki zostały poinformowane o ataku na podejście. Hergart Mekins właśnie doszedł do sztabu polowego jego kompani, czekało już tam na niego siedmiu oficerów.

- Witamy sierżanta w naszych skromnych progach. – powiedział salutując łysy kapitan – Nazywam się Kapitan Derk Tyrer.

- Sierżant Hergart Mekins będę wami dowodził podczas najbliższej bitwy. – wypowiedziawszy te słowa wszyscy zebrani zasalutowali.

- Oczywiście, obejmie pan bezpośrednią kontrole nad Pierwszym Plutonem. Pozostałe jednostki tzn. Drugi i Trzeci Pluton zostaną pod moją komendą, ale proszę się nie martwić posłusznie wykonają zlecone przez sierżanta rozkazy.

- Mów do mnie po prostu Hergart, nie lubię zwracania się po stopniach. – Derk potrząsnął głową – kiedy wyruszamy?

- Ostrzał właśnie powinien się rozpocząć.

Nie minęło pięć minut i słowa kapitana zostały potwierdzony, na zewnątrz rozpętała się prawdziwa burza. Basiliski Pierwszego Korpusu rozpoczęły ostrzał kroczący. Tuż po zakończeniu kanonady, z okopów wybiegli Mekins oraz Tyrer, a za nimi pozostali.

Biegli przez pole pokryte licznymi kraterami po ostrzale, ziemia przybierał pomarańczowy odcień od licznych pocisków fosforowych. Około 800 metrów od linii umocnień regimentu rozciągało się wzgórze pokryte ogromnymi wystającymi kamieniami, sierżant wiedział że ich celem jest wywieszenie Imperialnej flagi na szczycie podejścia. Nie przebiegli nawet 100 metrów gdy dosłownie z nikąd pojawili się Eldarscy Wojownicy. Hergart krzyczał:

- Dzisiaj jest nasz dzień chwały, to dzisiaj przyniesiemy światło Imperatora dla tych przebrzydłych Obcych. Walczcie jak by nie było jutra, wiedzcie iż od nas zależą losy tego sektora.

Odpowiedziała mu wrzawa okrzyków. Nagle spostrzegł przed sobą szarżującą Banshe, od razu wiedział iż  będzie to łatwy łup. W momencie gdy nieprzyjaciel miał go już na odległość cięcia, Hergart postąpił krok w lewo omijając zamaszyste pchnięcie i automatycznie przecinając brzuch oprawcy swoją szablą energetyczną. Ułamek sekundy później ostrze przebiło tylnią część szyi wychodząc przez przebitą tchawicę.

Nie zastanawiając się długo Mekins ruszył przed siebie napotykając Obrońcę trzymającego w dłoni sztylet, błyskawicznie wyprowadził atak z za głowy, jednak został on sparowany. Obcy zaatakował prawą część torsu. To ten moment pomyślał, skontrował uderzenie po czym ciął na krzyż klatkę piersiową nieprzyjaciela.

Podejście było coraz bliżej, żołnierze powoli zaczynali wchodzić na zbocze. Pomimo ogólnego zgiełku bitwy dało się słyszeć krzyki Lorda Komisarza Yorght’a.

- Do ataku psy! Nie cofać się bo odstrzelę! Słyszycie naprzód!

Tuż przy podejściu wzgórza sierżant spostrzegł skulonego oraz trzymającego się za uszy szeregowca; miał na oko20 lat. Wiedział iż jego obowiązkiem jest poderwać żołnierza do walki, zapytał

- Żołnierzu, jak cię zwą? - o dziwo młody wojak usłyszał go, w oczach pojawił się jeszcze większy strach niż wcześniej. – Spokojnie nie mam w zwyczaju strzelać do swoich.

- Aaaarius Drrup, sir.

- Arius, koledzy cię potrzebują, co więcej sam Imperator na ciebie patrzy. Przynieś chlubę twemu nazwisku. – wypowiedziawszy to podoficer podał mu rękę, po czym uśmiechnął się– Poza tym nie chcę cię jutro widzieć na placu egzekucyjnym.

Drrup wziął głęboki oddech i szybkim ruchem pochwycił wyciągniętą doń rękę. Salutując odpowiedział:

- Nie zawiodę pana, mych kolegów, a tym bardziej Imperatora! – wypowiedziawszy to szeregowy podniósł z ziemi swój karabin laserowy M36 i pobiegł z okrzykiem na wroga. Nie chcąc być gorszym Mekins pobiegł za nim.

Postąpiwszy parę kroków do przodu sierżant spostrzegł na jednym z kamieni ubraną w powłóczyste szaty Eldarkę. Bez namysłu rzucił się na nią próbując wyprowadzić jakiś atak, ku zdziwieniu powietrze przeszyły niebieskie błyskawicę rażąc nie tylko Hergarta ale również pobliskich sojuszników.

***

Tymczasem, Terior obserwował uwarzeni pole bitwy wyszukiwał jakiego kol wiek załamania szyku, nawet minimalnego. Jest! Odrzuciwszy lornetkę kazał adiutantowi łączyć ze stanowiskami artylerii.

- Z tej strony Generał Terior, półkowniku słyszycie mnie?

- Głośno i wyraźnie. Jakie rozkazy?

- Rozpocznijcie ostrzał koordynatów 56ED71.

- Sir przecież ostrzelamy własnych żołnierzy!

Generał skrzywił się przed radiostacją myśląc nad wyjaśnieniem.

- Strzelać jeśli cofną się choć o krok rozumiecie półkowniku?

Półkownik Martin stojący w wierzy swojego flagowego Basiliska, przytaknął niechętnie, spoglądając przez urządzenia celownicze. Nie mógł uwierzyć że kazano zrobić mu coś takiego, mimo to rozkazał podkomendnym przygotować baterię do salwy. W głębi duszy wierzył w nieustępliwość Drugiej Kompani.

***

Sierżant powoli podniósł się z ziemi, odruchowo wbijając szablę w grunt. Niespodziewanie w tym samym momencie Eldarka posłała w jego stronę falę psioniczną. Chwała Imperatorowi pomyślał człowiek, gdyby nie wbita szabla już był by parę metrów od wzgórza, w tę spostrzegł coś mrożącego krew w żyłach. Jego ludzi … cofali się, powoli, bardzo powoli, ale jednak cofali się. Nabrawszy nowych sił w szale berserkera rzucił się na oprawcę. Od kobiety biły błękitne błyskawice, powietrze było ciężkie, na szczęście nie zauważyła biegnącego w jej stronę człowieka, kiedy się opamiętała było za późno szabla energetyczna przebiła jej pierś. Hergart czuł na policzku jej nierówny oddech, czuł jak po ręce spływa ciepła krew, szybkim ruchem wyciągnął ostrzę pozwalając tym samym upaść pokonanej. Leżała na plecach trzymając się ręką za ranę, patrzyła w niebo. Mekins czuł jak ucieka z niej życie, napawał się tą chwilą, nie miał zamiaru jej dobić, po prostu nie mógł, nawet pomimo dudnienia mentalnych alarmów, że coś jest nie tak; przecież nigdy nie czuł przyjemności z zabijania, nigdy, a mimo to teraz wpatrywał się w agonie innej istoty. Po jakiejś minucie obcy wydał z siebie ostatnie tchnienie i spoczął w tej pozycji w jakiej upadł, śmierć przyszła tak nagle że powieki nie drgnęły. Ocknąwszy się z transu dojrzał biegnących w jego stronę Kapitana Derka i resztę. Prawdopodobnie morale urosły po zabiciu wrogiego psionika.

***

Pułkownik Martin spoglądał na całe pole bitwy i z ulgą stwierdził że bombardowania nie będzie wymagane, zaś w bunkrze dowodzenia Terior popadł w istny szał; przeklinał, łamał krzesła, a nawet ze złomował ulubiony samowar.

***

Sierżant Hergart Mekins zatknął zwycięską flagę regimentu na szczycie wzniesienia …